piens.pl / POLSKA / Akcja „N” (cz. 3) – niewiarygodny rozmach i sukces

Akcja „N” (cz. 3) – niewiarygodny rozmach i sukces

Stefan Czesław Anders

Akcja „N” (cz. 3) – niewiarygodny rozmach i sukces

 

Organizacje i ich pisma…

Kapitan Tadeusz Żenczykowski symulował istnienie przeszło 10 niemieckich organizacji podziemnych, w tym czterech wojskowych. Oczywiście – było to robione z perfekcyjnym „dopasowaniem” danej organizacji do konkretnej prowincji niemieckiej lub środowiska. Doskonałość językowa w zakresie lokalnego żargonu czy określonego stylu wypowiedzi, chętnie używanego słownictwa – była tego stopnia, że i niemiecka ludność – i co więcej, tajna policja – były całkowicie przekonane o ich autentyczności. O przypisaniu pojawiających się druków podziemnych faktycznie w ogóle nie istniejącym organizacjom.

Nazwy tych organizacji, przynajmniej niektórych z nich, koniecznym jest przypomnieć. A przynajmniej tyle musimy przytoczyć, by zobrazować jak pomysłowa, wszechstronna i „specjalistyczna” była ta akcja… Były to m.in.:

  • Heimatsbund „Freiheit und Frieden” (pol. Związek Ojczyźniany „Wolność i Przyjaźń”) – podziemna organizacja cywilna, mająca rzekomo swoje siedziby w Monachium i Berlinie, apelująca w imieniu niemieckiej ludności cywilnej, o zaprzestanie nadmiernych wyrzeczeń i pracy ponad siły w przemyśle wojennym Niemiec. Była to organizacja o profilu lewicowym.
  • Süddeutscher Freiheitsbund (pol. Związek Wolnościowy Południowych Niemców) – organizacja rzekomo działająca w Monachium i Wiedniu, postulowała nowe wybory do Reichstagu, bez terroru i fałszerstw wyborczych, domagała się potępienia przez cały naród polityki NSDAP. To z kolei była organizacja symulowana na źródła chrześcijańsko-demokratyczne.
  • Der Verband Deutscher Frontsoldaten (pol. Związek Niemieckich Żołnierzy Frontowych) – organizacja antyhitlerowska, dążąca do jak najszybszego rozejmu z aliantami, krytykująca politykę NSDAP. Organizacja była stylizowana na założoną przez oficerów.
  • Soldatenbund „Hindenburg (pol. Związek Żołnierski „Hindenburg”) – organizacja wojskowa mająca na celu uświadomienie żołnierzom niemieckim iż nie jest możliwe wygranie wojny z Rosją, stale podkreślająca wysokie straty Wehrmachtu na wschodzie i nawołująca do obalenia A. Hitlera. Przedstawianego – wraz z otoczeniem – jako militarni idioci.
  • Verband der Freien Deutschen Nordamerikas (pol. Związek Wolnych Niemców Północnoamerykańskich w Nowym Jorku) – organizacja reprezentująca rzekomo Niemców zamieszkujących terytorium Stanów Zjednoczonych, demaskująca ogrom zbrodni niemieckich, wypowiadająca się przeciwko faszyzacji Europy oraz wzywająca współrodaków do walki z Hitlerem i partią narodowo socjalistyczną. W swoich ulotkach i gazetkach ta organizacja informowała m.in. o ogromie potencjału gospodarczego USA i przestrzegała, że od chwili przystąpienia Ameryki do wojny – wojna jest dla Niemiec definitywnie przegrana.
  • Der Deutsche Demokratenbund (pol. Niemiecki Związek Demokratyczny) – była to organizacja o wyraźnym zabarwieniu „socjaldemokratycznym” – symulowana w wielkich miastach portowych (Hamburg, Kilonia) oraz w wielkich miastach zagłębia Ruhry. Organizacja, prócz ostrzeżeń przed zbliżającym się załamaniem wskutek wojny poziomu życia i wielkimi nalotami bombowców aliantów – krytykowała m.in. sprzymierzeńców III Rzeszy, związanych sojuszem tzw. państw Osi (którego głównymi sygnatariuszami były Niemcy, Włochy i Japonia). Jej celem było wzbudzenie nieufności do sojuszników i osłabienie wzajemnych relacji. Przekonywała, iż przymierze z Włochami zakończy się dla Niemiec katastrofą. Ostrzegała przed wzrostem potęgi Japonii – w wyniku nieodpowiedzialnej polityki Führera, który lekkomyślnie obiecał jej wpływy w Azji i Polinezji, bez gwarancji iż Japonia wypowie wojnę ZSRR. W swoich gazetkach i ulotkach organizacja powtarzała wiele sloganów typowych dla nastawienia do polityki zagranicznej niemieckiej socjaldemokracji.
  • Der Soldatenrat einer Infanteriedivision im Osten (pol. Rada Żołnierska Dywizji Piechoty na Wschodzie) – organizacja występująca przeciwko wysokim stratom w ludziach i sprzęcie na froncie wschodnim. Kierowała ulotki i listy otwarte do żołnierzy niemieckich walczących na froncie, w których protestowała przeciwko zakłamaniu propagandy i braku wolności słowa, żądając jednocześnie ujawnienia rzeczywistych strat niemieckich, zmian na stanowisku naczelnego wodza armii niemieckiej, oraz ostrzegając o grożącej klęsce wojennej. Ta organizacja była stylizowana na organizację utworzoną przez żołnierzy niższych stopni wojskowych, o lewicującym zabarwieniu poglądów.
  • Österreichische Freiheitsfront (pol. Austriacki Front Wolności) – powstały rzekomo w Wiedniu, w 1943 kierował ulotki do Austriaków, w których podkreślał iż Austria od 5 lat (od czasu Anschlussu Austrii), znajduje się pod jarzmem władzy hitlerowskiej i ponosi ciężary wojny narzuconej przez faszystów niemieckich. W odezwach i ulotkach podkreślano, iż Austriacy giną za nie swoją sprawę, cierpią głód i prześladowania w interesie Niemiec. Organizacja wzywała do walki z hitlerowską Rzeszą i zakładania organizacji lokalnych pod hasłem „Austria dla Austriaków” (niem. „Oesterreich den Oesterreichern”).

Z drukowanej w języku niemieckim prasy, wspomnijmy choćby regularne czasopisma:

  • „Der Soldat” (pol. „Żołnierz”), wydawany na przemian z miesięcznikiem „Der Frontkämpfer” (pol. „Bojownik Frontowy”) – obie gazety sugerowały istnienie szerokiej antyhitlerowskiej opozycji wewnątrz armii niemieckiej, konspiracyjna organizacja miała rzekomo obejmować kręgi generalicji i wyższych oficerów armii.
  • „Der Hammer” (pol. „Młot“), oraz „Der Durchbruch” (pol. „Przełom”) – miesięczniki przeznaczone dla Niemców o poglądach socjaldemokratycznych i lewicowych.
  • „Der Klabautermann” (pol. duch okrętowy, postać pojawiająca się na tonącym okręcie, oznaczająca dla żeglarzy bliską katastrofę) – pismo satyryczne.
  • „Die Ostwache” (pol. „Straż na Wschodzie”) – przeznaczone dla niemieckiej administracji okupacyjnej na wschodzie.
  • „Die Zukunft” (pol. „Przyszłość”) – gazeta dla polskich volksdeutschów z tytułem dwujęzycznym.
  • „Kennst Du die Wahrheit ?” (pol. „Czy znasz prawdę?”) – gazeta przeznaczona dla Niemców z Rzeszy, a także dla volksdeutschów w okupowanej Polsce.

Dodajmy, że w roku 1942 osiągnięto poziom druku 20 do 30 tysięcy ulotek lub gazetek dziennie! Łącznie – do początku 1944 roku wydrukowano w okupowanej Polsce i rozprowadzono na terenie III Rzeszy i wśród żołnierzy Wehrmachtu – ponad 1 milion druków w języku niemieckim! Ten niewiarygodny rozmach i ta doskonałość „językowa” były przyczyną sukcesu. O jego wymiarach za moment…

Akcja „N” – działania „specjalne”…

Akcja „N” rozpoczęła się faktycznie w kwietniu 1941 roku. Latem 1943 roku, wskutek bombardowań alianckich, władze III Rzeszy przeniosły do Krakowa zakład drukarski produkujący najbardziej tajne druki niemieckie. I najbardziej zaawansowane technicznie – m.in. ze znakami wodnymi. W tej przewiezionej do Polski fabryce musiano oczywiście zatrudnić jako robotników – Polaków. Drukowane materiały – m.in. papier nagłówkowy Kancelarii III Rzeszy – były oczywiście drukami ścisłego zarachowania. Ale Polacy zawsze potrafili zdobyć ich, czy wydrukować dodatkowo – pewną ilość. Oczywiście – wśród tych robotników prym wiedli żołnierze podziemnej armii…

Fakt takich przenosin oczywiście dodatkowo potwierdza, że niemieckie Gestapo nie miało pojęcia – co się dzieje i drukuje w Polsce. A kapitan Żenczykowski nie przegapił takiej okazji.

Tak zaczęła się najbardziej niezwykła część Akcji „N” – rozsyłanie do różnych niemieckich instytucji fałszywych zarządzeń, instrukcji, wzywania najwyższych dostojników III Rzeszy (zwłaszcza nadzorujących pracę przemysłu) na narady w różnych odległych miejscach, etc.

Wspomnieliśmy wcześniej, że dzień 1 maja 1942 roku na terenie całej okupowanej Polski, kapitan Żenczykowski ogłosił dla zakładów przemysłowych pracujących dla potrzeb wojska – dniem wolnym od pracy! I to „zarządzenie” – z wszystkimi perfekcyjnymi stemplami i nagłówkami Urzędu ds. Pracy z Berlina – jako rzekomo wymagane przez ideologię NSDAP – skrupulatnie wykonano. Gdy Niemcy „skapowali się”, że to sabotaż – było już za późno. 209 wielkich zakładów, w tym m.in. producent czołgów – fabryka „Ursus” – cały dzień nie pracowały!

Ale najbardziej niewiarygodne jest – co kapitan „Kania” wyrabiał z Dowództwem Niemieckiej Armii Rezerwowej. Mieściło się ono – jak wspomnieliśmy – w Berlinie i było odpowiedzialne za szkolenie rekrutów oraz wydawało wiele instrukcji ogólno wojskowych. Dotyczących transportu, przechowywania broni, spraw porządkowych. Otóż te instrukcje dowódca Akcji „N” upodobał sobie w sposób szczególny. Oczywiście – jego podwładni w sposób perfekcyjny podrobili specyficzny żargon niemieckiej biurokracji wojskowej… Przykłady niezwykle skutecznych pomysłów kapitana Żenczykowskiego („Instrukcja w sprawie pojenia koni na Froncie Wschodnim” /Biedne zwierzęta rzeczywiście pojono wodą z dodatkiem m.in. nadmanganianu potasu!/, „Instrukcja w sprawie postępowania z odmrożeniami na Froncie Wschodnim”) – podawaliśmy uprzednio. Podobnie jak iście niesamowite pomysły, by robotników i inżynierów ze stoczni budujących okręty wojenne wzywać do stawienia się do poboru do wojska w jednostkach strzelców alpejskich w Austrii i w Bawarii. /Pożegnali się z rodzinami, wsiedli do pociągów – i pojechali!/

Jeden wszak szczególny pomysł kapitana „Kani” musi być odnotowany. Chodziło tu o działania na terenie okupowanej Polski. Na ziemiach polskich Akcja „N” odniosła szczególnie spektakularny sukces. Niemieccy urzędnicy okupacyjni z roku 1940-ego – butni i całkowicie pewni, że tym razem Niemcy podbiły Polskę już na zawsze, z gorliwością wykonujący najbardziej okrutne zarządzenia – zamienili się w przestraszonych i często demonstracyjnie życzliwych dla Polaków, całkowicie przekonanych, że Niemcy znowu przegrały wojnę. I to już pod koniec 1943 roku! Przyczyniły się do tego walnie periodyki wydawane szczególnie dla nich, wspomniane powyżej. Ale kapitan Żenczykowski wykorzystał i inną niezwykłą okoliczność…

Otóż polskie podziemne państwo musiało zacząć karać za zbrodnie wojenne najbardziej zdegenerowanych okupantów. Jak wspomnieliśmy, w cywilnym podziemnym państwie istniały sądy i podziemna policja. Niemiecki urzędnik czy policjant, wyróżniający się okrucieństwem – dostawał drogą pocztową zawiadomienie, że rozpoczęła się przeciwko niemu rozprawa sądowa o zbrodnie wojenne. Uwaga – to były prawdziwe sądy. Nieobecny oskarżony miał obrońcę – który zawsze pilnował, czy są rzeczywiście dowody winy tej konkretnej osoby. Gdy były – zapadał wyrok śmierci wykonywany przez podziemną policję. Nierzadko w formie zamachu na dobrze pilnowanego wyższego urzędnika. Ale już w połowie 1943 roku Niemcy w Polsce zaczęli się panicznie bać polskiej podziemnej policji…

Jeden jedyny raz żołnierze Akcji „N” podrobili druki własnego podziemnego państwa i jesienią 1943 roku wysłali do tysięcy niemieckich urzędników średniego i niższego szczebla zawiadomienia, że polska podziemna policja i sądy rozpoczęły przeciwko nim postępowanie. Grozi, oczywiście, jedyny możliwy w konspiracji – wyrok śmierci. Sugerowano jednak, że ewentualna zmiana stosunku do Polaków może zostać uznana za akt skruchy i okoliczność łagodzącą… Efekt tej akcji był piorunujący! Jeden z lokalnych komendantów policji niemieckiej tak się przestraszył, że kazał natychmiast zwolnić wszystkich aresztowanych Polaków. A wiarę we własne niemieckie władze owi okupacyjni urzędnicy – co tydzień bombardowani fałszywymi zarządzeniami, rozkazami czy instrukcjami – już wcześniej utracili praktycznie kompletnie! Kapitan „Kania” był tu niezwykle pomysłowy. Z odpowiednim uprzedzeniem wysłał do różnych niemieckich urzędników – na przykład ”instrukcję” w sprawach ewakuacji na wypadek „zbliżania się bolszewików”. Nakazywała ona w pierwszej kolejności dbać o wysokich notabli i ich rodziny, potem o członków SS i Gestapo, a urzędników niższych rang określała jako nie tak ważnych i jako przeznaczonych do ewakuacji w ostatniej kolejności. Nie trzeba wielkiej wyobraźni – jak taka instrukcja wpłynęła na morale ogromnej większości urzędników… Oczywiście wzięto ją za jak najbardziej autentyczną „instrukcję z Berlina”…

Dlaczego Niemcy nigdy nie wykryli, kto im to robi?

W całej historii Niemiec nikt ich nigdy tak nie ośmieszył, tak nie robił „w balona”. W całej historii wojen – nigdy nie zdarzyło się nic podobnego. By gra kota z myszką odwróciła się kompletnie rolami – i by mała myszka wywijała jak chciała groźnym kotem. W dodatku kocurem zupełnie nie świadomym, że myszka kręci nim – jak chce!

Opisywane wydarzenia – a to przecież rzeczywiście się wydarzyło – są tak niewiarygodne, że aż proszą się o hipotezę, że odnośnie Akcji „N” było coś jeszcze, jakaś zagadka, rzec można – tajemnica – która umożliwiła ten niesamowity sukces.

A owszem – było coś jeszcze…

Akcja „N” – dlaczego Niemcy nie odkryli, kto im to robi?

O tym w następnym odcinku…

 

 

Sprawdź także

Po 89 r. nazwano latami wolności, czy jednak tak było?

Jak zwyczajny Polak czuje, co się stało z Polską po tzw. „upadku  komunizmu”, co się stało politycznie i …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: