piens.pl / POLSKA / Analiza powyborcza – Prezydent Donald John Trump – czyli kto wygrał i kto przegrał?

Analiza powyborcza – Prezydent Donald John Trump – czyli kto wygrał i kto przegrał?

8 listopada 2016 roku w USA nie było niespodzianki. Wygrał Donald J. Trump – po mistrzowsko rozegranej kampanii wyborczej.

Aż chciałoby się powiedzieć: studenci politologii, dziennikarstwa, socjologii – patrzcie i uczcie się! Kandydat Trump mistrzowsko „puentował” do końca! Atakował „niebieskie” (demokratyczne) stany – skutecznie zaznaczając kontrast pomiędzy sobą, a demokratycznym czy innym skorumpowanym establishmentem. Mówiąc to, czego nikt nie mówił – o utracie miejsc pracy, o fatalnych traktatach handlowych powodujących ucieczkę za granicę firm i miejsc pracy, o tendencyjności i zakłamaniu mediów głównego nurtu… W każdym stanie znakomicie przygotowany, przytaczający fakty o konkretnych firmach, które właśnie stąd wyjechały, czy nazwiska osób akurat z tego stanu zamordowanych przez nielegalnych imigrantów. Entuzjazm jaki wzbudzał był oczywisty – już dawno nie było kandydata, który mówiłby wyborcom tak wiele prawdy i tak wiele tego, co oni sami myślą. Jeszcze nigdy nie było kandydata, który miałby takie tłumy na spotkaniach wyborczych. Odebranie demokratom tradycyjnie popierających ich stanów, jak Wisconsin czy Michigan – jest nie tyle wielką niespodzianką, jak raczej miarą tego oszałamiającego sukcesu.

Odwaga Donalda Trumpa nie ulegała przy tym wątpliwości – jak choćby gdy powiedział, że „państwa narodowe zostają – bo to najlepszy sposób rozwiązywania problemów”; czy „skończcie te globalistyczne bajki, dobrze?” Wraz z uwagami na temat, co myśli o przekazywaniu ONZ kontroli nad amerykańskim Internetem czy o globalnym ociepleniu. Antysystemowość kandydata, jak i mówienie prawdy, nie ulegały ty żadnym wątpliwościom.

A wieczór wyborczy – cóż to była za noc! To było lepsze niż dobry thriller . Stan Floryda przechodził z rąk do rąk, podobnie jak Pensylwania czy New Hampshire – ale gdy okazało się, że nawet w od dawien dawna demokratycznej Pensylwanii Trump wygrał – było jasne: mamy prezydenta!

Kto przegrał?

Oczywiście: przegrała Hilaria i Barack, przegrała Michelle, przegrał Biden, przegrała Lady Gaga i Jay Z. Przegrał Jay (taki Afro-Lenin) i Wolf, przegrała Megyn i Donna, przegrały wszystkie wiodące telewizornie i ich sondaże oraz nachalna tendencyjność i stronniczość.

Nawiasem mówiąc – poprawne socjologicznie badania opinii publicznej muszą spełniać kryterium anonimowości. Słowem – to musi być ankieter i kontakt osobisty przy świadomości, że badany ma pewność, iż ankieter nie zna jego tożsamości. Najczęściej obecnie robi się takie sondaże metodą sondy telefonicznej. Ale w takim wypadku respondent po prostu wie, że osoba pytająca zna jego numer i może zidentyfikować osobę. Dlatego urzędnicy, pracownicy administracji różnego typu (wliczając nauczycieli czy kontraktorów czy pracowników pracujących dla władz) nigdy nie powiedzą nic przeciwko lansowanej przez te władze linii propagandowej. A wyniki sondażu będą mówiąc po staropolsku „lipą”. Taki efekt zresztą ujawnił się już w Polsce w roku 2001. Sondaże dawały UW 15% poparcia – a było procent trzy…

Jeśli już jesteśmy przy sondażach – przy wyjściu z lokali wyborczych robi się badania w USA zwane „exit polls”. Podobnie jak wszędzie na świecie, zresztą. Ankieter pyta np. co dziesiątą osobę, jak głosowała. Przy okazji zaznacza płeć, wiek, wykształcenie… Stąd praktycznie przy zamknięciu lokali mamy sondażowe wyniki – i to bardzo dobre. Już ujawnione rezultaty „exit polls” pokazały rzeczy zdumiewające. W grupie kobiet z wyższym wykształceniem (do których – jak ogólnie do kobiet – była adresowana szczególnie zajadła propaganda anty-Trumpowa) przewaga Hilarii Clinton wynosiła tylko 6%! A w szeregu stanów na imć pana Donalda głosowało o wiele więcej Latynosów niż na Mitt’a Romney’a! To są dopiero sensacje! Bowiem wcale nie ulega wątpliwości, że Domald Trump obraził Latynosów, nie tyle pomysłem budowania muru na granicy z Meksykiem, ale upartym powtarzaniem, że jeszcze Meksykanie za ten mur zapłacą. Nota bene, świetny chwyt wyborczy, by pozyskać poparcie poniewieranych rodowitych Amerykanów, ale owo „zapłacenie” – niewątpliwie obrażające dumę Meksykanów.

Lista przegranych – ciąg dalszy…

Oczywiście – przegrał Kasich, skądinąd sympatyczny gubernator stanu Ohio. Do ostatnich chwil zarzekał się, że nie będzie głosował na Trumpa – a imć pan Donald wziął w cuglach jego stan bez jego pomocy. Podobnego pstryczka w nos dostali inni republikanie wrażliwi na wdzięki poprawności politycznej i skażonych marksizmem kulturowym mediów.
Mistrzostwo świata odstawił senator z Florydy Marco Rubio, który zarzekł się (złapany między młot i kowadło w związku ze swoją kampania anty-Trumpową w prawybrach), że Trumpa nie popiera, ale będzie głosował na Pence’a (kandydata na wiceprezydenta), bo ten mu się podoba. I wygrał w cuglach (80% poparcia) ponownie senatora z Florydy – bo skoro tak, to zagłosowali na niego wszyscy.

Ogólnie – przegrała koncepcja, że ludzi można ogłupić telewizyjną propagandą, a wyniki wyborów kreować fałszywymi sondażami i badaniami opinii publicznej. Po raz kolejny okazało się, że ludzie myślą i potrafią odróżniać zło od dobra, i gadające głowy w telewizji wcale nie są im do tego koniecznie potrzebne. Przegrała indoktrynacja kulturowym marksizmem w szkołach – bowiem wyniki exit polls pokazały także przewagę imć pana Trumpa w grupie głosujących najmłodszych wiekiem. Co zresztą wcale nie znaczy, że wpływy owego marksizmu na młodzież są słabe, ale okazuje się, że zdrowy rozsądek jest nadal silny, nawet w tej grupie – a nawet silniejszy.

Dalej – w oczywisty sposób przegrała skorumpowana elita władzy już zanadto oderwana od jakiegokolwiek związku z ludem – a wygrał lud amerykański. Przegrał globalizm, wygrał tradycyjny patriotyzm. Przegrali aborcjoniści – wygrała zdrowa moralność. To są po prostu fakty. Przegrała aborcja w 9 miesiącu, którą popiera Hilaria i postępowi katolicy jak Biden, który „jest katolikiem, ale jest za aborcją i Kościół będzie musiał się zmienić” – czy politycy jak Kaine, który prywatnie jest przeciwko aborcji, ale publicznie jest za.

Oczywiście, przegrali politycy partii PiS, zwłaszcza z kancelarii prezydenta Dudy, którzy już wypowiadali się, jak to dobrze dla Polski, że następnym prezydentem będzie pani Hilarzyca. Akurat – dla Polski byłaby to katastrofa.

Kto wygrał?

Oczywiście – wygrali wojskowi, a zwłaszcza DIA (Defense Intelligence Agency – Agencja wywiadu wojskowego), której świeżo emerytowany dowódca poparł Trumpa tak mocno, jak to się jeszcze nigdy w historii USA nie wydarzyło. A dwustu generałów i admirałów oficjalnie pisemnie poparło imć pana Donalda. Czegoś takiego jeszcze nigdy także nie było. Przy prawie 90% poparciu dla Trumpa w obwodach głosowania w bazach wojskowych. Rzecz w tym, że tak mocne wsparcie wojaków jest czynnikiem, z którym nawet banksterzy muszą się liczyć.

Oczywiście – wygrał Internet przeciwko wiodącym telewizorniom. Wielkim zwycięzcą okazali się hakerzy, osobliwie z Wiki-Leaks i osobiście Julian Asange. Ci publikowali tak smakowite kąski do ostatniej chwili – że czegoś takiego też jeszcze nigdy nie było. Najlepszy był chyba ostatni zhakowany mail, w którym pan Podesta, szef kampanii Hilarii pytał swego brata (wysokiego urzędnika administracji Obamy), czy już się skontaktował ze znaną czarownicą, i czy już wykonała ona swoje okultystyczne praktyki („spirytual cooking”) – oczywiście w intencji domyślnego zwycięstwa Hilarii. Przynajmniej wiadomo, na jakie siły duchowe postawił ten sztab wyborczy…

Oczywiście – wygrali nieliczni rzetelni dziennikarze czy raczej komentatorzy, jak Corey Lewandowski czy Kayleigh McEnany. Ta ostatnia – młodziutka absolwentka renomowanych uczelni – prawa i politologii, rodem z Tampa na Florydzie, zawsze z demonstracyjnie wywieszonym srebrnym krzyżykiem (katoliczka), piękna twarz blondynki o niebieskich oczach – była nie lada problemem dla CNN. Samo jej pojawienie się natychmiast zwiększało oglądalność. Ale z drugiej strony nie mogli jej zbyt często zapraszać, bo konsekwentnie broniła imć pana Trumpa, będąc przy tym zdumiewająco logiczną, kompetentną i po prostu świetną polemicznie. To chyba ona wywołała zjawisko, że na każdym wiecu kandydata Trumpa przystojne młode Amerykanki uważały za swój obowiązek wejść w pole kamer wiodących telewizorni tzw. głównego ścieku z dużą sign’ą „Women for Trump”. Biedna Megyn Kelly… (Tendencyjna anty-Trumpówka – z Fox TV – „Bimbo” dziennikarka – jak nazwał ją pan Trump.)

Krajobraz po bitwie…

Jak na razie wygrała prawda, zdrowy rozsądek, tradycyjny patriotyzm. Wygrał Donald John Trump. Problemy – jak to problemy – dopiero się zaczynają. Ciemne siły, obecne w Ameryce wcale nie przestały istnieć i działać. Wygląda to zresztą na zwycięstwo autentyczne, a nie jakąś zawoalowana intrygę demonicznych sił – cóż, każdy Polak pamiętający jak swego czasu podstawiono nam Wałęsę i wystrugano go na herosa, rozważa różne możliwości.

Rodzina Clintonów zapewne przeniesie się do jakiegoś kraju, który z USA nie ma umowy o ekstradycji. Tu się nie oszukujmy – wie to każdy, kto miał do czynienia z tzw. klasyfikowanymi (czyli tajnymi) informacjami w USA. Te informacje można otrzymywać i używać tylko poprzez specjalne rządowe serwery, bardzo dobrze zabezpieczone i dające pełną możliwość kontroli przełożonym, w jaki sposób takie informacje były przez odbiorcę wykorzystywane. Jeżeli ktoś nakazuje podwładnym zamontować sobie prywatny serwer do odbioru i wysyłki takich informacji czy maili powstałych na ich podstawie – robi to tylko po to, aby nie można było sprawdzić z kim i o czym się komunikował. Każdy urzędnik – czy to szef komórki FBI w małym mieście, czy wysokiej rangi dygnitarz, któryby zainstalował sobie prywatny serwer do odbioru i wysyłania takich informacji – natychmiast zostałby aresztowany z podejrzenia o szpiegostwo. I nawet gdyby to była czysta głupota, a nie wrogie działanie – i tak poniósłby konsekwencje za złamanie najważniejszych przepisów bezpieczeństwa państwa, w postaci wielu lat w więzieniu. Oczywiście – wszyscy o tym wiedzą – senatorowie i członkowie Izby Reprezentantów przesłuchujący Hilarię, i dyrektor FBI, i prezydent Obama – jak najbardziej też. To właśnie pokazuje jak stronnicze i zakłamane stały się nie tylko wiodące telewizje i gazety w USA, ale i cały polityczny system.

Oczywiście – jeżeli okaże się, że pracownicy Departamenty Stanu próbowali interweniować, powiadamiali i Biały Dom, że Hilaria wydała polecenia niezgodne z prawem, i to tak drastyczne – a przełożeni pani Clinton z Białego Domu nie interweniowali – być może do Argentyny wyjedzie, czy będzie musiała wyjechać i rodzina Obamów…

Oczywiście – partia demokratyczna popełniła samobójstwo. Stałą się partią już nie komunizująca, tylko jawnie pro totalitarną i pro przestępczą. Odpłynął z niej cały elektorat centrowy – wykwalifikowani robotnicy (ang. blue collars – „błękitne kołnierze”), właściciele drobnych biznesów, ludzie tzw. wolnych zwodów, etc. Ta partia nie miała im nic do zaoferowania w postaci jakiegokolwiek sensu odnośnie ekonomii, podatków, opieki zdrowotnej, itd. Największym błędem demokratów było zresztą zupełne sfiksowanie wyłącznie na elektoratach Afro-Amerykanów, Latynosów i innych mniejszości i już jawnie lewackich postulatach – z zupełnym zignorowaniem „milczącej większości” zwykłych obywateli i ważnych dla nich spraw. Kontrkandydat Hilarii w prawyborach, Berni Sanders, był pod pewnymi względami jeszcze gorszym idiotą. Obłoży podatkiem zyski ze spekulacji. Jakim podatkiem? „90%!” A co to jest spekulacja? Nie wie – jeszcze nie ma definicji, jeszcze wcale tego nie zdefiniował. Skutkiem było zwycięstwo Donalda Trumpa w stanach tak dotychczas demokratycznych jak Pensylwania czy Michigan – i w powiatach, które dotychczas na republikanów nie głosowały – od niepamiętnych lat!

Co będzie dalej?

Cóż – nasze panie będą miały zasiłek macierzyński. Osiem tygodni po porodzie, słyszałem że $ 700 tygodniowo. Ja osobiście uważam, że powinno być $ 1000. Prezydent Putin daje rosyjskim kobietom za urodzenie dziecka jednorazowy zasiłek w wysokości prawie 9 tysięcy dolarów. Jeśli chodzi o prezydenta Rosji – zapewne oskarży on wiodące w USA media o zniesławienie – za teksty, że za atakami hakerskimi na demokratów stał jako odpowiedzialny pomocnik Trumpa – prezydent Rosji imć pan Putin. W sądach w USA jest to proste: dowody skoro tak twierdzisz, to pokaż jakie masz na to dowody – a jak nie masz dowodów, to płacisz. Bardzo wysokie odszkodowania. Cóż, pan Putin zapewne kolejny raz sobie świetnie zarobi na Ameryce… Nie taka transakcja jak z Exxon-Mobil, ale pieniądze, jak to mawiał rzymski imperator, pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą). Nawet cokolwiek mniejsze niż wartość jednej trzeciej platform naftowych w Zatoce Meksykańskiej.

Z Chinami zapewne prezydent Trump szybko się dogada – wycofa prowokacyjne działania na Morzu Południowo-Chińskim w zamian za opłatę z półtora tryliona za zaniechanie dochodzeń o niedozwolonych praktykach dumpingowych w handlu. Myślę, że tyle USA zażąda – dostanie Ameryka pewno z trylion. Będzie cenny zastrzyk i trochę luzu finansowego na początku rządów.
Ben Carson będzie Sekretarzem ds. Opieki Zdrowotnej. Mówi bardzo sensownie o systemie ubezpieczeń z indywidualnymi kontami (rachunkami ubezpieczeniowymi). Trudne tematy – ale nie niemożliwe do pięknego rozwiązania problemów.

McEnany zapewne zostanie rzecznikiem prasowym – o ile się zgodzi.

Pozostanie ogólnie trudna sytuacja gospodarki żyjącej na kredyt w cieniu wielkiego kryzysu, który właściwie można wywołać, czy sam się może wywołać – w każdej chwili. Wystarczy jedna większa katastrofa, np. duże trzęsienie ziemi i zniszczenie wielu domów – by pobankrutowały firmy ubezpieczeniowe, a to z kolei pociągnęło za sobą bankructwo banków, i tak dalej. Scenariusz, który mało co nie zrealizował się w roku 2008 (aczkolwiek z innych przyczyn, banki chińskie zażądały wówczas zwrotu swoich kredytów) – tylko wtedy Chińczycy nie byli świadomi perspektywy bliskiej katastrofy systemu finansowego USA, którą niechcąco wywołali.

Odsyłam do książek imć pana Billa Bonnera – bo pisze o tym naprawdę dobrze. Co to jest gospodarka żyjąca na kredyt, w której właściwie wszyscy są bankrutami – dopóki ktoś czy jakiś nawet splot naturalnych przyczyn, nie powie – jak w pokerze – sprawdzam!

Oczywiście – można się ratować. Wystarczy zacząć od koncepcji zmiany pieniądza fiducjarnego (czyli ubezpieczonego tzw. cienkim powietrzem – ang. thin air – chodzi tu o nasze dolary, które mają jakąś wartość tylko dlatego, że myślimy, że mają) – na pieniądz ubezpieczony w przeliczeniu na tony paliwa umownego. W takiej koncepcji $ 300 (albo $ 400) odpowiadałoby tonie paliwa umownego – czyli w dobrym przybliżeniu wartości tony najlepszego węgla, czyli antracytu. Jest to wykonalne – i wtedy kto by chciał, zamieniałby swoje rezerwy dolarów np. na dostawy węgla, albo po prostu je trzymał jako rezerwę surowcową. Rzecz w tym, że taka koncepcja wymagałaby unii USA z Kanadą – czyli abyśmy połączyli się w jedno państwo. (Nota bene – to by promowało Teda Cruz’a z Teksasu do roli Sekretarza Stanu. W końcu z urodzenia jest Kanadyjczykiem.) Oczywiście – możemy takie pieniądze zrobić sami, ale razem z Kanadą kreowalibyśmy niesamowita siłę „surowcową” i – nota bene – całkowitą niezależność od krajów Zatoki Perskiej.

Cóż – jak na razie Zespół ds. Broni Finansowej podporządkowany Pentagonowi – górą. Sam fakt takiego podporządkowania świadczy zresztą, że ośrodek władzy bardzo poważnie przesunął się w kierunku wojska. Jak na razie, gdy Rosja próbowała manipulacji finansowych przeciwko USA – dostała po głowie. Gdy Saudowie, Niemcy i znowu Rosja zaczęli szczebiotać o zastąpieniu dolara w transakcjach za ropę – walutą Euro – znowu wszyscy szybko dostali po łbach. Niemiachy przestraszyły się Brexitu i perspektywy, że można im łatwo tą IV-rzeszkę (zwaną UE) rozwalić, Saudowie procesów za 9/11 – a Rosjanie nie powiem czego. (Tylko się domyślam, pan Putin ma ogromny majątek w USA.) Ale jeżeli do następnej rundy przygotują się poważniej i do spółki wezmą Chiny? Z ich ogromnymi rezerwami USD? Brrr…

Oczywiście – o ile prezydent Donald John Trump zechce szybko forsować swoje pomysły usunięcia z kraju nielegalnych imigrantów – zwłaszcza z Latynosami – wywoła wojnę domową. A przynajmniej jest takie ryzyko – myślę, że on o tym wie. Myślę, że skoncentruje się na deportowaniu z Ameryki przestępców – i na tym poprzestanie. Jak będzie – zobaczymy.
Powinniśmy chyba być świadomi, że to nie jest tak, że z nowym prezydentem nie ma problemów. Są – jak z każdym człowiekiem. (Nawet swoje gadki z tzw. locker room /”męskiej szatni”/ – po co on takie rzeczy mówił z przypiętym do klapy mikrofonem? Mało przez to nie utracił poparcia kobiet, aczkolwiek obiektywnie zwierzał się tylko, że miał ochotę „przelecieć” pewną piękność, ona tego nie chciała, więc się wycofał – Bill Clinton, jako gubernator Arkansas, jak wiadomo by zgwałcił, przy okazji nadużywając stanowej policji.) Zresztą, uważna analiza słownictwa, jakie stosuje pan Trump – wskazuje, że jest to człowiek praktycznie niewierzący, czy słabo wierzący – a to wcale nie jest dobrze. Pomoc Boża będzie mu bardzo potrzebna.

Więc niewątpliwie potrzeba się za nowego prezydenta wiele modlić. Przy okazji podrzucając mu ciekawe pomysły czy koncepcje – w czym my Polacy od czasów Kopernika jesteśmy tacy dobrzy. Bo taka sama analiza jego wypowiedzi wskazuje też na człowieka, który odnosi się z rzeczywistą sympatią do Polaków i do Polski.

Świetną robotę odnośnie promocji interesów Polski w nowej administracji zrobił jak do tej pory pan Mariusz Max Kolonko. Więc póki co, to raczej jesteśmy zdani sami na siebie, a nie na „naszych” polityków z rządu warszawskiego. Po prostu takie są fakty – „Mówię jak jest…”

głos Polonii z Ameryki

Sprawdź także

Dlaczego Donald Trump? Analiza walki o prezydenturę w USA z wątkiem islamskim

  Super-wtorek w USA za nami. Ogromna większość Polonii kibicowała, czy aktywnie wspierała, w tych …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: