piens.pl / POLSKA / Geneza państwa – cz.5 cyklu „Ukrywana chwalebna historia Polski”

Geneza państwa – cz.5 cyklu „Ukrywana chwalebna historia Polski”

Historia Polski, jakiej nas uczono operuje schematem następującym.

Było sobie opole[1]. Słowo to oznaczało osadę słowiańską: kilka-kilkanaście domów plus budynki gospodarcze, najczęściej przy brzegu jakiejś rzeki, wokół rozległa polana wykarczowana w puszczy, a na niej uprawne pola. Słowa: opole, polanie – na oznaczenie takiego charakteru osadnictwa – występują w identycznym charakterze i w Polsce, i na Ukrainie, i na Białorusi. Takie opola zamieszkiwali ludzie połączeni więzami rodzinnymi. Wraz z sąsiedzkimi opolami łączyli się w rody – podstawą więzi nadal było pokrewieństwo. Zaś te tworzyły plemiona, w których najwyższą władzą był wiec rodów. Plemię na wiecu mogło wybrać np. naczelnika wojennego (księcia plemiennego), podejmować decyzje o budowie grodów itp. Grodem musiał ktoś zarządzać, tak więc spośród zarządców grodów wywodzi się pierwsza arystokracja plemienna.

Geograf Bawarski[2] (anonimowy pisarz niemiecki, który w roku 845 sporządził w Ratyzbonie wykaz plemion zachodniosłowiańskich wraz z liczbą posiadanych przez nich grodów; spis przeznaczony był  Ludwika Niemca, wnuka Karola Wielkiego i króla Państwa Wschodniofrankijskiego, które później przekształciło się w Cesarstwo Niemieckie) wymienił w swojej pracy “Opis grodów i ziem z północnej strony Dunaju” wśród pięćdziesięciu ośmiu plemion dziewięć plemion polskich – Opolanie, Ślężanie, Gołęszyce, Wiślanie, Dziadoszanie, Pyrzyczanie, Wolinianie, Lędzianie, Goplanie. Co ciekawe nie wymienia plemienia Polan, ani nie wspomina Chorwatów. Jednak zgodnie z popularnym schematem nauczania historii to zapomniane plemię Polan z okolic Gniezna i Poznania uzyskało przewagę nad innymi plemionami i gdzieś około 850-900 roku utworzyło państwo, którego prawdopodobnie piąty władca Mieszko I w roku 966 przyjął Chrzest.

Gdyby faktycznie tak było, byłoby bardzo ciekawie. Otóż struktura rodowo-plemiennna nigdzie nie wykreowała państwa. Zginęli podzieleni na plemiona Słowianie zachodni i nadbałtyccy eksterminowani przez Niemców, zginęło siedem plemion pruskich (jak wspominaliśmy, nawet w obliczu zagłady dokonanej przez Krzyżaków nie potrafili się zjednoczyć i nadal wojowali między sobą). Tylko u nas zapomniane przez Geografa Bawarskiego plemię Polan ”wybiło się” i narzuciło swoje zwierzchnictwo kilkunastu innym. Dość nieprawdopodobna historia, nieprawdaż? Jednak właśnie takiej wersji historii nas uczono.

Cała sprawa wygląda na uporządkowaną i tego nas uczą. Jednak im więcej wiemy o faktach, archeologicznych i historycznych, tym mniej ta historyczna bajka do tychże faktów pasuje. Natomiast wiarygodności nabiera tradycja ustna, którą pierwszy raz częściowo spisano w XII wieku. Zgodnie z przekazem ustnym od początku słowiańskiego reosadnictwa na naszych ziemiach istniała władza monarsza kreująca silny i dobrze zorganizowany ośrodek państwowy.

Fragment opisu Geografa Bawarskiego
Fragment opisu Geografa Bawarskiego
Autor książki, na której się opieramy, pan Anders miał ciekawą rozmowę z nauczycielką historii. Poniżej bezpośredni cytat.

„Rozmawiałem niedawno z pewną niewiastą z tytułem magistra, co to dzieci historii uczy. Pani magister  mówi mi, że nie mogło istnieć żadne państwo polskie przed 850 rokiem ponieważ „Geograf Bawarski takiego państwa nie wymienia. Poza tym ty (czyli autor), Łysiak i Klimuszko to pleciecie jakieś bzdury. Na studiach inaczej uczyli, a uczyli nas w oparciu o źródła. Wiadomo, że Słowianie przybyli z Rosji – i tyle! Wy nie odróżniacie legend od prawdy historycznej”.  Ubawiłem się serdecznie z tego wywodu. Zapytałem więc, czy pani magister Geografa Bawarskiego czytała? „Nie, bo nie umiem po niemiecku”. Mówię, że to nie jest napisane po niemiecku, tylko po łacinie  i jest to raptem jedna strona ponieważ praca Geografa Bawarskiego zachowała się jedynie w cytacie w innej XII. wiecznej księdze. „Tak? – pyta pani magister – To co tam pisze?” Mówię, że jest to wyliczenie 58 plemion słowiańskich i ile każde plemię posiada grodów. Dokument był sporządzany dla potrzeb planowania wojennego i po liczbie grodów oceniano siłę militarną poszczególnych populacji słowiańskich. „No, to ile było tych grodów?” pyta dalej pani magister historii. Tłumaczę, że to jest takie wyliczenie: Ślężanie – grodów 15, Opolanie – grodów 20, Gołęszyce – grodów 5, Wiślanie – brak danych, Goplanie – grodów 400 lub więcej ((18) Glopeani, in qua civitates CCCC aut eo amplius)!!! Pani magister aż podskoczyła na krześle i zapytała: „To gdzie oni na tych Kujawach tyle tych grodów nabudowali?”. Wyjaśniłem, że to było właśnie to państwo, którego rzekomo nie było.

Jeszcze ciekawsze jest rzucenie na mapę danych Geografa Bawarskiego. Wszystkie podane przez niego polskie plemiona mają siedziby wzdłuż Odry. Tylko Wiślanie i Lendzianie to wyjątki. „Lendzianie – grodów 98” ((33) Lendizi habent civitates XCVIII) to prawdopodobnie silne plemię Lachów na wschód od ziem Wiślan. Lachowie byli plemieniem polskim i mieli swe siedziby od dzisiejszego Przemyśla po Brześć, czyli zajmowali obecne pogranicze polsko-ukraińskie. Zamieszkiwali też okolice rzek Sanu i Wieprza. Od razu widać, że wszystkie podane przez Geografa Bawarskiego plemiona otaczają jakby wianuszkiem wielką pustą przestrzeń obejmującą trzy czwarte dzisiejszej mapy Polski, z jedną adnotacją, że tam gdzieś jest plemię ze stolicą na Kujawach, co ma grodów bez wątpienia najmniej 400!!!

Dla poprawnego zrozumienia tekstu Geografa Bawarskiego należy pamiętać, że był to spis przygotowany dla celów wojskowych. Faktem jest, że Geograf Bawarski nie wymienia plemienia Polan, chociaż o Wielkich Polanach Skandynawowie mówią już od ponad 100 lat. Niedokładność autora można jednak wytłumaczyć. Geograf Bawarski nie znający żadnego słowiańskiego języka nie odróżnia poszczególnych nazw. Dla niego Goplanie, Polanie co za różnica, tak na prawdę najważniejsze dane dotyczą przedstawienia jak najdokładniej siły militarnej, czyli 400 grodów lub więcej!!! Z każdej poprawnej logicznej analizy informacji wychodzi zawsze jedno. Silne państwo na ziemiach polskich istniało grubo wcześniej przed Chrztem i należy jak najbardziej poważnie traktować informację przekazaną przez tradycję ustną.

Oto, co mówi nam ustna tradycja.

Lech I, przybyły wraz z silną drużyną wojskową oraz dużą grupą osadników i  założył w Wielkopolsce państwo o randze królestwa. Założył też jego stolicę w Gnieźnie.

Jego wnuk, a może prawnuk, trzeci, a może czwarty, władca dynastii, Wielki Wizimir, starł się z silnym nowo utworzonym królestwem Duńczyków o kontrolę zysków z handlu bałtyckiego. Wizimir wygrał doszczętnie i kompletnie. Danię zajmował trzy razy. Po pierwszym pokonaniu Duńczyków odebrał hołd od ich króla i nałożył trybut. Gdy ten się zbuntował, najechał Danię drugi raz, zdjął go z tronu i mianował Duńczykom innego króla. Gdy i ten się zbuntował, dokonał trzeciego najazdu, usunął buntownika i mianował jeszcze innego, a za karę przesiedlił z Danii najlepszych rzemieślników i speców od budowy okrętów. Osiedlił ich u ujścia Wisły  tworząc nowy gród o nazwie Dańsk. Znamy to miasto dzisiaj jako Gdańsk. Zarazem tworzył nowy, bardziej wschodni szlak handlowy do obsługi bałtyckiego handlu i kontrolował ujście Wisły. W dodatku w pobliżu Danii nad Bałtykiem Wizimir zbudował potężny gród z silnym garnizonem, by na wszelki wypadek przypominał Dunom o posłuszeństwie. Gród ten nazwał swoim imieniem. Obecnie to miasto i port Wismar[3], w przeszłości główny port morski dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zwierzchnictwo Wizimira uznawały wszystkie plemiona Słowian zachodnich wzdłuż wybrzeża Bałtyku. I tak rozpoczął się słowiański okres dominacji na południowym Bałtyku, którego apogeum przypada na VIII wiek. Siła polityczna i wojskowa istniejąca na południowym wybrzeżu Bałtyku wywarła duży wpływ na historię, a przede wszystkim spowodowała zachodni kierunek wypraw i ekspansji Wikingów. Południowy Bałtyk omijali z szacunkiem pomieszanym z lękiem aż do połowy X wieku. Bajeczne zyski umożliwiły Wizimirowi wznoszenie potężnych fortyfikacji, posiadanie floty wojennej, rozbudowę siły militarnej i utrwalenie zdecydowanej przewagi centralnego władcy nad arystokracją plemienną.

Tradycja ustna nie przekazuje dokładnie co stało się po śmierci Wizimira. Prawdopodobnie zmarł on nie pozostawiając następcy. Możliwe, że zapanował okres zamętu, a plemienni kacykowie próbowali odzyskać pełnię swoich wpływów. Imię następnego władcy przekazane przez tradycję brzmi – Krak. Wiadomo, że był on „kupcem”. Człowiek, który został władcą, właścicielem straganu być nie mógł. Chodzi prawdopodobnie o organizatora i nadzorcę przedsięwzięć handlowych Wizimira, jego „ministra handlu”, być może nawet żonatego z córką władcy. Wiadomo, że i Krak, i jego córka Wanda mieli cały czas mocne poparcie armii, a plemienni kacykowie znowu nie mieli nic do powiedzenia.

Zarazem dzieje się coś dziwnego. Centrum organizacji państwowej przenosi się na południe.W tych czasach za władcą przemieszczały się główne siły armii. Krak na południu Polski buduje nową potężną warownię i miasto nazywając je swoim imieniem – Kraków. Położenie nowego miasta i twierdzy jest bardzo dogodne. Pozwala błyskawicznie blokować  przejście pomiędzy Sudetami i Karpatami przez kotlinę cieszyńską, jak i interweniować w wypadku zagrożenia bardziej na wschodzie. Dlaczego nowy ośrodek siły militarnej jest tworzony na południu? Czemu Krak decyduje się na założenie prawdopodobnie nowej stolicy? Co takiego zagrażało od południa? Czyżby obawiano się najazdu Awarów skuszonych wieściami o szybko bogacącym się kraju na północ od Karpat i Sudetów? Tradycja przekazuje dokładnie datę założenia Krakowa. Jest rok 700 n.e.

Dalej tradycja przekazuje, że syn Kraka został skazany na banicję z powodu zbrodni bratobójstwa. Po bardzo krótkim panowaniu musiał złożyć tron, a władzę przejęła jego siostra Wanda. Wenda, czyli Wanda, córka Krakusa, od łowienia serc urodą tak rzeczona – jak pisał ksiądz Chmielowski.

Tradycja przekazuje też datę jej śmierci. Był rok 750. Utonęła w Wiśle w pełnej zbroi. Podobno wolała się utopić niż wyjść za mąż za Niemca. W tym miejscu mamy do czynienia z nie lada zagadką. Część tradycji ustnej uważa, że było to rytualne samobójstwo. Wanda zrobiła nie lada dowcip gronu królewskich doradców. Ci chyba rzeczywiście chcieli wydać ją za jakiegoś frankońskiego pana i zyskać sojusznika do walki z grożącym od południa najazdem. Podobny manewr wykonali w prawie 150 lat później Czesi, którzy zwątpili w samodzielne odparcie najazdu Madziarów i złożyli hołd lenny cesarzowi niemieckiemu. Tym sposobem zyskali sojusznika, a stracili niepodległość. Wanda nawet słyszeć nie chciała o takim rozwiązaniu, nadciągającego amanta pokonała w bitwie, a monarszej radzie oświadczyła, że swoje dziewictwo ofiarowała bogom. Tyle, że samobójstwa rytualnego nie popełnia się w zbroi, bo i po co? Poza tym taki typ ludzi nie ma z reguły najmniejszych skłonności samobójczych. Prawdopodobnie Wanda zginęła w bitwie, odpierając najazd z południa, do którego jednak doszło. Przeprawa przez rzekę w zbroi musiała być po prostu ucieczką przed niewolą po przegranej bitwie. Jednak nic nie wiemy o tym, by najeźdźcy zdobyli Kraków, więc prawdopodobnie finalnie ich napad skończył się niepowodzeniem. Zapanowało bezkrólewie, dynastia wygasła. Wiadomo, że najeźdźcy, a mogli to być tylko Awarowie, wkrótce wrócili i zapędzili się aż w Góry Świętokrzyskie, gdzie zostali pokonani przez dowódcę wojskowego Przemysława. Ten dla swego sprytu zyskał przydomek Lestko (czyli Lis) lub Leszko, lub po prostu Leszek. Tuż po zwycięstwie Przemysław, w oczywisty sposób obwołany królem, założył nowy gród z silnym garnizonem, który nazywa od swojego imienia Przemyślem. Prawdopodobnie w zamyśle władcy gród miał blokować drogę, którą wdarli się Awarowie. Zapewne przeszli oni przełęczami wschodniej Słowacji na północną stronę Karpat i wzdłuż Sanu uderzyli na okręg produkcji żelaza w Górach Świętokrzyskich, być może chcieli wzdłuż Wisły posuwać się dalej w stronę Bałtyku. Po około 20 latach walk, może dłużej, niebezpieczeństwo podboju przez Awarów zostaje zażegnane.

Warto zwrócić uwagę na liczne dowody potwierdzające istnienie rzeczywistej władzy monarszej. Krak zakłada gród i nazywa go swoim imieniem. To samo robi wcześniej Wizimir, a potem Przemysław. Nie ma tu już żadnych plemion, jest władcy zamysł wojskowy czy polityczny i tylko jego wola, a jego imię ma być uwiecznione w nazwie miasta. Odchodząc nieco od tematu zobaczmy jak piękne zwyczaje związane z wymyślaniem imion mieli nasi przodkowie. Czech – znaczyło tyle, co uczciwy, Lech – mężny, Leszek – sprytny, Stanisław – znaczy: Stań się sław (ny), Władysław – bądź sławnym władcą, Czesław – uczciwością sławny, Świętosława – świętością sławna, Przemysław – przemyślnością sławny. Imię słowiańskie zawsze zawierało w sobie życzenie dla dziecka.

Niestety, kolejny władca Polski, Przemysław, zmarł nie pozostawiwszy potomka. Tradycja ustna przekazuje nam, że następną w kolejności była dynastia Popielidów. Doszła ona do władzy w drodze swego rodzaju elekcji po długim panowaniu Przemysława. Zdaje się, arystokracja rodowa już zadbała, żeby kolejnym królem był ktoś, kto będzie odpowiadał jej interesom. Zarazem zapanował okres pokoju, bo Awarów wkrótce doszczętnie rozbił Karol Wielki, a plemiona germańskie wdały się z Cesarzem Franków w uporczywe wojny w obronie swego pogaństwa. Ta sytuacja sprzyjała nowej dynastii pomimo, jak się wydaje, świadomej polityki osłabiania państwa. Drugi z kolei władca z tej dynastii (Leszek III, syn Leszka II Chytrego) był znany z poligamizmu i ze dwudziestkę swoich dzieci poobsadzał w roli książąt gdzie chciał, osobliwie w słowiańskich plemiennych państewkach na zachód od Odry, na Pomorzu i gdzie się jeszcze dało. Przy okazji dotkliwie pobił Sasów i tak bitych na zachodzie przez Karola Wielkiego. Dwaj kolejni władcy z tej dynastii Popiel I i Popiel II już takiej szczęśliwej koniunktury międzynarodowej nie mieli. Jednocześnie za ich panowania trwało zgodne z interesami arystokracji plemiennej osłabianie państwa. Wydaje się, że właśnie wtedy silne i bogate grody słowiańskie na wybrzeżu Bałtyku przestały uznawać zwierzchnictwo Polski. W otwartą próżnię natychmiast, rzecz jasna wkraczali Duńczycy, aczkolwiek, trzeba przyznać, czynili to z dużą rezerwą. Pamiętali swoje poprzednie klęski i nie wiedzieli, czy naruszając polskich interesów przypadkiem za to nie oberwą. Jednak Polska nie interweniowała. Prawdopodobnie w tym okresie zredukowano armię. Odpadła też bliżej nie znana liczba prowincji przygranicznych. Być może właśnie Geograf Bawarski dobrze opisuje stan rzeczy, podając, że nawet Ślężanie – grodów 15, Opolanie – grodów 20 i Gołęszyce – grodów 5, przestali uznawać zwierzchnictwo Polski.

Ostatecznie chroniąc kraj przed całkowitym upadkiem interweniowała armia, usuwając ostatniego Popielidę z tronu i wynosząc do władzy nową dynastię – dom Piasta. Wydarzenia te musiały się rozegrać około roku 860. W tym czasie na zachodzie pojawiało się nowe niebezpieczeństwo. Z  Imperium Karola Wielkiego powoli wykrystalizowało się państwo Germanów (Królestwo Wschodniofrankijskie) nazywanych przez Słowian Niemcami.  Nawróceni mieczem przez Karola Wielkiego chcieli przenieść ten sposób “głoszenia” Królestwa Bożego na wschód. Przy okazji rabując co się da. Można powiedzieć, że Niemcy byli zainteresowani połączeniem “przyjemnego” (mordy, gwałty i rabunek) z pożytecznym (nawracanie na chrześcijaństwo).

Warto też wspomnieć o pierwszych Piastach. W naszych przekazach ustnych jest oczywiście sporo dodanej propagandy np. bajki o postrzyżynach, jak to ślepy od urodzenia Mieszko nagle uzyskał wzrok za sprawą dwóch niezwykłych gości, w domyśle Aniołów. Wydaje się, że przekazy „zgubiły” też kilku władców, np. kilku potomków Lecha I, a i w linii Piastów brakuje w większości przekazów jednego z władców – Ziemowita II. Jednak rzeczy zmyślone, pominięte czy zapomniane, nie mogą jednak przesłaniać prawdy zasadniczej mówiącej o bardzo wczesnym początku silnego, dobrze zorganizowanego państwa polskiego rządzonego przez wybitnych władców. Dla zrozumienia potęgi tego państwa warto rozejrzeć się w sytuacji międzynarodowej. Przybyli do Europy ze Wschodu Awarowie łupili Bizancjum, ba oblegali nawet Konstantynopol, skutecznie zwalczali germańskich Bawarów i Sasów. Przez długi okres robi w naszej części Europy co chcieli jednak na północ od swoich siedzib jakoś się nie zapuszczali. Nigdy nie włączyli do swojego kaganatu żadnych ziem na północ od Karpat, chociaż panowali na Morawach i w Słowacji. Nigdy żadnej z ziem na północ od Karpat nawet nie zhołdowali. Nie ma takiej możliwości, żeby nie wiedzieli o leżącym za pasmem Karpat bogatym państwie Polan Wielkich. Jenak ci pogromcy ludów ówczesnej Europy nie rozszerzyli swojego panowania na północ. Dziwne, prawda? Ciekawe dlaczego?

Autor

Redakcja PIENS

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

 

 

Sprawdź także

Po 89 r. nazwano latami wolności, czy jednak tak było?

Jak zwyczajny Polak czuje, co się stało z Polską po tzw. „upadku  komunizmu”, co się stało politycznie i …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: