piens.pl / WIARA / Króluj nam Chryste – Intronizacja 2016 Łagiewniki – Galeria i Komentarz Grzegorza Brauna

Króluj nam Chryste – Intronizacja 2016 Łagiewniki – Galeria i Komentarz Grzegorza Brauna

Intronizacja Jezusa Chrystusa, która odbyła się w Łagiewnikach 19 listopada 2016 przy udziale kilkudziesięciu tysięcy Polaków.

Zapraszamy na gorąco do fotogalerii z tego najważniejszego w historii Polski wydarzenia. Galeria jest długa, a jej przeglądanie może być nieco nudne ale warto zwrócić uwagę na pewien znak z Nieba, który niechcący udokumentowaliśmy na zdjęciach.

Pielgrzymka z Prudnika przybyła do Krakowa-Łagiewnik około godziny 9:30. Jadąc autostradą przebijaliśmy się przez strugi deszczu. Gdy dotarliśmy na miejsce przestało padać ale wyraźnie było widać, że jeszcze przed chwilą deszcz zalewał Kraków. Kiedy dochodziliśmy do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego  powoli zaczynał siąpić delikatny deszczyk. Gdy zajęliśmy miejsca rozpadało się na dobre i deszcz padał z różnym natężeniem przez około 2 godziny. Od momentu rozpoczęcia Mszy Świętej (12:00) pogoda stale się poprawiała, przestało padać, chmury powoli rozchodził się nad naszymi głowami. Od momentu gdy w czasie Mszy Świętej udzielana była Komunia Święta aż do zakończenia aktu przyjęcia Pana Jezusa za Króla i Pana cała okolica skąpana była w promieniach słonecznych. Spoglądając na niebo wyraźnie było widać szare chmury kłębiące się nad bezpośrednim sąsiedztwem Sanktuarium i czyste nieba nad tłumami pielgrzymów zgromadzonymi przy świątyni.

Zachęcam do przeglądnięcia galerii pod kontem zmiany pogody, która to zmiana może być znakiem z Nieba mówiącym o przyjęciu Aktu przez Trójcę Świętą.

Na koniec dodam, że gdy wyjeżdżaliśmy około 16:00 z Krakowa znowu zaczął padać deszcz i w jego strugach dojechaliśmy do domu.

Grzegorz Braun: Króluj nam Chryste!

Mimo wszystkich niejasności i niedoskonałości, których wcześniej nie brakowało i które bynajmniej nie zniknęły, stała się jednak rzecz wielka, piękna i potencjalnie niezmiernie doniosła. Oto rzesze Polaków, na czele z przedstawicielami najwyższych władz duchownych i świeckich, głośno zadeklarowały wolę poddania całego państwa, kraju i narodu władzy Króla królów.

Całość art.:

Całość art.:

Prawo Chrystusowe zostało publicznie uznane za nadrzędne względem wszystkich ludzkich instancji. Akt łagiewnicki był przecież poddaniem się Jego panowaniu nie tylko „w duchu”, prywatnie i indywidualnie, jak to niemal do ostatniej chwili starali się wykładać niektórzy przeciwnicy i malkontenci, ale jednak publicznie, powszechnie i gremialnie. Owszem, przygotowany dla nas tekst nie zawierał oczekiwanego przez tak wielu hasła „intronizacji”, ale hasło to było przecież nie przypadkiem wielokroć powtarzane przez samych zebranych i relacjonujące media. Owszem, żaden z przewodników zgromadzenia w takim akurat szyku nie wymówił słów: „Jezus Chrystus Król Polski”, ale przecież ta właśnie tęsknota i taka dokładnie intencja zgromadziła nas tak licznie przed łagiewnickim sanktuarium. Owszem, prezydent RP osobno głosu nie zabrał, ale przecież słowa aklamacji wyraźnie i głośno wraz z nami powtórzył. To i tak znacznie więcej, niż można się było spodziewać.

Paradoksalnie: im bardziej hierarchowie kościelni i naczelnicy państwowi przystąpili do aktu łagiewnickiego z widomym brakiem entuzjazmu, zwlekając i asekurując się przy tym na rozmaite sposoby, co biło najwyraźniej z nauk wygłaszanych przy tej okazji, tym bardziej rzecz cała zdaje się dziełem samej Opatrzności. Skoro jeszcze parę lat temu wołanie o intronizację Chrystusa Króla Polski dezawuowane było i wręcz potępiane, co w niektórych przypadkach przyjmowało nawet formę pouczeń i potępień kanonicznych, to któż mógł się spodziewać, że tak prędko dokona się w ogóle jakikolwiek postęp? Słusznie pokrywane dziś milczeniem teksty niesławnych listów pasterskich i nieoficjalnych łajań, jawnie kompromitujących dziś ich pysznych a niemądrych autorów, ba!, nawet jeszcze konferencja i kazanie poprzedzające akt łagiewnicki obfitujące w rozmaite politpoprawne zastrzeżenia, posługujące się retoryką rewerencji względem masońskiego dogmatu „państwa laickiego”, to wszystko nie mogło przecież nastrajać optymistycznie. A jednak się dokonało.

Rolę narzędzia Opatrzności niewątpliwie odegrali przy tym nie ci, którzy z urzędu przewodzić mają ludowi Bożemu i narodowi polskiemu, ale ludzie, dla których w żadnej oficjalnej hierarchii nie było dotąd miejsca. Nie zapominając o zasługach świątobliwych i gorliwych orędowników intronizacji, ze Służebnicą Bożą Rozalią Celakówną na czele, z przeorem Jasnej Góry o. Piusem Przeździeckim i kardynałem prymasem Augustem Hlondem, którzy jeszcze przed nadciągającą zagładą II wojny światowej poważnie potraktowali przekazane jej orędzie, doprowadzenie do aktu łagiewnickiego było niewątpliwie wielkim dziełem takich dzielnych ludzi jak tragicznie zmarły ks. Tadeusz Kiersztyn, ale i niestrudzony ks. Piotr Natanek. Nie wdając się tu w rozważanie kwestii posłuszeństwa i jurysdykcji kanonicznej, ale bynajmniej ich nie lekceważąc, możemy jednak skonstatować bez cienia wątpliwości, że akt łagiewnicki zawdzięczamy w znaczącej mierze właśnie takim inicjatywom jak Rycerstwo Chrystusa Króla czy Radio Chrystusa Króla, które swoim uporem częstokroć wystawiając się na drwiny i zniewagi, połajanki, a nawet agresywne ataki, samą swoją obecnością w przestrzeni publicznej przez lata nie pozwalały zapomnieć o palącej i pilnej kwestii intronizacji. Ci, z którymi ostatecznie episkopat zdecydował się podjąć „dialog” w tej sprawie, jak np. poseł Jan Łopuszański, nie mogliby wszak tak skutecznie zafunkcjonować jako pojednawczy „moderanci”, gdyby nie ciągła aktywność radykalnej „ekstremy”. To kolejny powód, by dostrzegać w akcie łagiewnickim dzieło Opatrzności, posługującej się przecież najróżniejszymi ludźmi, których osobiste niedoskonałości nie stają ostatecznie na przeszkodzie osiąganiu wspólnych, wyższych celów.

Teraz, kiedy z ust tylu z nas padły te słowa: „Króluj nam, Chryste!”, kiedy powtórzyliśmy je tylekroć w ciągu aklamacji, wyliczając wszystkie zgoła dziedziny naszego życia zbiorowego, rodzinnego, narodowego, państwowego, czas przejawić konsekwencje. Bo teraz dopiero cała sprawa się zaczyna. Teraz mamy obowiązek wobec samych siebie, a także wobec naszych przywódców, którzy do aktu się przyłączyli – trzymać za wypowiedziane słowa. Bo że sam ich Najwyższy Adresat nie pozostaje na nasze prośby głuchy i nieczuły, to rzecz pewna. Pokorne prośby, uniżone błagania, z tylu oczu wyciskające łzy prawdziwego wzruszenia (o czym można się było przekonać w łagiewnickim sanktuarium), nie pozostaną niewysłuchane. Ten, który wszystko słyszy, doskonale wie, kto z nas był w tym akcie szczery i kto na słowach tylko nie poprzestanie. I biada temu, kto rzecz tę traktuje jako rytuał do niczego w istocie niezobowiązujący, bo przecież: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.

Od 19 listopada mamy zatem jasność w sprawie pryncypiów ustrojowych, skoro pierwsza osoba w państwie, prezydent Andrzej Duda, a z nim razem marszałkowie Sejmu i Senatu zadeklarowali poddanie się prawu Chrystusowemu. Owszem, ich obecność w Łagiewnikach nie miała jeszcze pełnego, właściwego charakteru, nie wystąpili oni jako współinicjatorzy, współgospodarze uroczystości, ale jako zaproszeni goście. Ale przecież nie ma przeszkód, by to w przyszłości nadrobić. Akt łagiewnicki, choć pierwszy i wyjątkowy, nie musi przecież być ostatnim, niczym jasnogórskie akty zawierzenia NMP może, a wręcz powinien być ponawiany. Czego nie dokonali aktualnie urzędujący, na to może zdobędą się ich następcy. A co się dokonało, to raz jeszcze warto zauważyć, i tak znacznie więcej, niż można było się spodziewać. I z całą pewnością więcej, niż na to zasługujemy, sądząc z zewnętrznych znamion kondycji duchowej narodu i stojących na jego czele.

Notabene: jeszcze rankiem tego dnia, tuż przed rozpoczęciem liturgii, zbierającym się tłumom anonsowano przez megafony rychłe przybycie najwyższych władz państwowych z prezydentem (który ostatecznie przybył z mamą, co bardzo miłe, ale jakaż szkoda, że bez małżonki), panią premier Szydło i niewymienionymi z nazwiska ministrami. Ta wiadomość nie potwierdziła się, choć jeszcze nazajutrz reprodukowały ją liczne serwisy dezinformacyjne. W rzeczywistości absencja rządu RP była niemal pełna, bo jeden minister Szyszko wiosny nie czyni. Cóż takiego wydarzyło się, jaka akcja rozegrała się za kulisami narodowej sceny, że rząd warszawski gremialnie uznał za stosowne ominąć Łagiewniki szerokim łukiem? Pytanie tym bardziej zasadne, że przecież jeszcze poprzedniego dnia zjechała do Krakowa cała czołówka, aby uczestniczyć w złożeniu do wawelskiego sarkofagu doczesnych szczątków zmarłej tragicznie pary prezydenckiej śp. Lecha i Marii Kaczyńskich. Poza, ma się rozumieć, prezesem, premierem vel naczelnikiem Jarosławem Kaczyńskim w tej zamkniętej dla publiczności, z formalnego charakteru „rodzinnej” uroczystości uczestniczyła sama premier Beata Szydło wraz z ministrami: Macierewiczem, Ziobrą, Glińskim i innymi. Portale internetowe zamieściły informację o kolacji, którą w pełnym składzie spożyto w piątkowy wieczór w budynku krakowskiego Sokoła. To szczegół trywialny, ale w danym kontekście znaczący, że najwyraźniej do Łagiewnik wszyscy nie mieli daleko. I była to zatem decyzja polityczna, a nie żadne „inne ważne obowiązki państwowe”, bo o takowych milczą serwisy informacyjne. Jeden minister Macierewicz zadbał o jakieś alibi, przemawiając na konferencji organizacji proobronnych (której termin mógł zresztą, gdyby tylko zechciał, dostosować do dawno zapowiadanego aktu łagiewnickiego).

Mamy więc moment prawdy w naszym życiu publicznym: oto czołówka „żoliborskiej grupy rekonstrukcji historycznej sanacji” poczuwa się, owszem, do obowiązku celebrowania świeckiego quasi-kultu Lecha Kaczyńskiego jako ojca założyciela IV Republiki, ale manifestuje dystans wobec narodu czczącego Chrystusa jako Króla Polski. Co oczywiście aktowi łagiewnickiemu wagi nie ujmuje – wręcz przeciwnie, wyostrza tylko jego znaczenie. Dlatego idźmy dalej, nie łudźmy się, że droga do Wielkiej Polski prowadzi ścieżkami wytyczanymi przez mafie, służby i loże stojące na gruncie fałszywego dogmatu „republiki laickiej”.

źródło: http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/9503-tylko-u-nas-grzegorz-braun-kroluj-nam-chryste

Na koniec komentarz, jak zauważyły wydarzenie media:

Sprawdź także

Odbył się Kongres Programowy Ruchu Narodowego (Winnicki, Braun, Bosak, Janowski)

10 grudnia w Sali Kolumnowej Sejmu RP, pod hasłem: „Suwerenny Naród w XXI wieku”, odbył …

Jeden komentarz

  1. JEZUS CHRYSTUS JEST NASZYM KROLEM I NASZYM PANEM ?⛪️???????

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: