piens.pl / POLSKA / Porozmawiajmy, co się dzieje w Ameryce

Porozmawiajmy, co się dzieje w Ameryce

Polonus Anonimus

ISIS, Trump – i sprawa polska…

Latarnia morska

Na wstępie taka mała uwaga… Otóż zawsze spostrzegałem dziennikarstwo, przynajmniej to wielkie i wybitne, jako swego rodzaju latarnię morską. Coś, co ma rozświetlać drogę w ciemnościach. I nie mówię tu o ogólnym upadku dziennikarstwa polonijnego – moich pisanek czy radiowych pogadanek dla Polaków i Polonusów ów upadek nie dotyczył. Jak przyjemnie czyta mi się moje własne teksty sprzed lat! (Czasami aż cieszę się, że napisałem coś tak dobrego.) Rzecz w tym przede wszystkim, że latarnia znowu staje się potrzebna. Patrzę wkoło – i niestety nie widzę wiele z sensem. „Więcej światła!” – jak to zawołał już kto inny – znowu staje się aktualne.

I oto mamy debatę Ameryki o polityce zagranicznej. Republikańską rzecz jasna, bo lewacka „politykal korektnis” demokratów to nie jest debata Ameryki. Dla nas Polaków to szczególnie ważna debata. Dla USA jesteśmy problemem zagranicznym, nie wewnętrznym.

Ostatnia debata

W ostatniej debacie kandydatów republikańskich na prezydenta USA w dniu 15 grudnia A.D. 2015 – rzecz nie w tym, że było ciekawie. Że republikanie mają mnóstwo ciekawych i wybitnych ludzi. Od murzyna emerytowanego kardiochirurga, po niezwykłe postacie biznesu i wcale ciekawych polityków. Co za kontrast z bezbarwnymi lewackimi doktrynerami idiotami ze strony demokratów! I nie w tym, że „momenty były”… Najlepiej jak Trump wyprowadził z równowagi Jeba Krzaka, który przez zaciśnięte zęby jął cedzić do Donalda: „I tak ty nigdy nie zostaniesz prezydentem!” Słowem – Jeb zaprezentował się tu jako mający wiedzę i zaufanie jakichś zakulisowych elit – a tego Amerykanie strasznie nie lubią. Krzak pewno takimi gadkami doszczętnie pogrążył sam siebie – a przy okazji ukontentował Trumpa. Jeb po prostu nie był przygotowany na to, że Donald zacznie sobie z niego personalnie pokpiwać. „Momentów” – i to znakomitych było zresztą więcej.

Lecz właśnie – nie w tym rzecz. I także nie w tym, że Trump, jako chyba pierwszy polityk w USA, wymyślił skuteczną metodę na lewackie media tzw. głównego ścieku. Zresztą, kilka razy niechcąco ukazało się, jak nogi spod zbyt krótkiej kołdry – jak Donalda nienawidzą ci dziennikarze, zakłamani poprawnościowcy polityczni.

Rzecz w tym, że żyjemy w świecie fikcji. Zaczynamy fakty i komentarze do faktów wykreowane przez media, a delikatnie mówiąc, rozmijające się cokolwiek z rzeczywistością – brać za rzeczywistość. I zaczynamy tymi nierzeczywistymi rzeczywistościami żyć. A to jest bardzo, bardzo niedobre, by nie rzec – niebezpieczne.

Wszelako, najsampierw, powiedzmy słów kilka o taktyce Donalda Trumpa.

Taktyka Donalda Trumpa

O – to ciekawa sprawa. Ale trzeba było na takie coś wpaść!

Otóż, w moim przekonaniu, imć pan Donald założył sobie, że lewackie dziennikarstwo z mediów tzw. głównego ścieku będzie go bezpardonowo atakować. I to co zrobił, to skutecznie ściągnął atak na własne starannie przygotowane pozycje.

Przybrało to postać gadania rzeczy, które z pierwszego spojrzenia wyglądają na kompletne bzdury. I oczywiście godzą w lewactwo, poprawność polityczną, whatever – jak to zwał tak to zwał. Dziennikarskie pieski rzucają się jak zgłodniałe kundle na kość. A potem okazuje się, że to starannie przygotowana i przemyślana koncepcja.

Jednym z takich wyskoków Trumpa była sprawa budowy muru na granicy z Meksykiem. Będzie kosztował 2B – dwa miliardy – i jeszcze Meksykanie sami za to wszystko zapłacą! Ale kundle zaczęły ujadać! A po dniach ładnych paru imć pan Donald wyjaśnił spokojnie, że rocznie wjeżdża ze strony Meksyku do USA 50 milionów samochodów. Wprowadzimy opłatę za wjazd $20. To da rocznie 1B. I w ciągu dwóch lat mur stoi! Pieski zgłupiały. A lud się dopiero cieszył! (Bowiem przeciętny Amerykan nienawidzi tych kundli wcale nie mniej niż waszyngtońskich elit władzy…)

Ostatnim bodajże takim wyskokiem Trumpa było stwierdzenie, że ewentualnie będziemy terrorystom zabijać członków ich rodzin. Swołocz właśnie wyje. Wkrótce zapewne Donald zapyta dziennikarzy, czy wiedzą, jak Rosjanie negocjowali zwolnienie sowieckiego ambasadora porwanego w 1985 roku w Libanie przez Hezbollah? Owi terroryści zażądali wówczas za wypuszczenie rosyjskiego dyplomaty gigantycznej sumy – rzecz jasna dolarów USA. Sowieci odpowiedzieli, że owszem, tylko muszą wpierw posłać do Bejrutu zespół odpowiednich negocjatorów. I posłali – doborowy oddział spec-nazu. A ci „negocjatorzy” wpierw porwali brata szejka lidera Hezbollahu. Zapewne wymyślnie torturowany wyśpiewał wszystko. Potem jeszcze porwali kilku innych z ścisłego kierownictwa „partii boga”. Znieważyli ich ciała (wykastrowali), odcięte części ciała włożyli do ust i na koniec przestrzelili każdemu głowę. Poczem wsadzili w plastykowe worki i zawieźli tuż przed dom szejka lidera. Wraz z karteczką, że jeżeli ambasador do jutra do południa nie wróci do ambasady – to dokładnie to samo zrobią z całym kierownictwem Hezbollahu. Jeszcze bladym świtem następnego dnia przed sowiecką ambasadą zaparkował mercedes z przyciemnionymi szybami. Z tylnego siedzenia został wypchnięty ambasador. Żywy i cały… Po kilku tygodniach CIA dowiedziała się o całej sprawie. Skomentował ją krótko ówczesny dyrektor CIA (sędzia Casy): „Ci Rosjanie są oczywiście, okropni. Ale wiedzą jak się negocjuje z terrorystami!”

Oczywiście, swołocz medialna zdaje sobie sprawę, że Trump robi ich w balona. Ale jeszcze chyba nie wpadli na pomysł – jak on to robi.

W debacie 15 grudnia by CNN był zresztą taki dziennikarz w zielonkawych okularach. Przypominał mi przesłuchującego ubeka – jeśli kto ma takie doświadczenie, że przesłuchiwał go ubek. Niby inteligentny, skupiony, a gruncie rzeczy cham i półgłówek (czyli debil). Tenże w zielonych okularkach zapytał murzyna Carsona, że jako lekarz ratował życie dzieci. A teraz opowiada się za dywanowymi nalotami na cele ISIS. Przecież przy takich nalotach też zgina niewinne dzieci?

Na co ze spokojem Mr Good Guy odpowiedział „You Got it” (co znaczy, że to było gotcha question – a pytań taki w USA nienawidzą nie tyle politycy, co opinia publiczna) – i rzeczowo wyjaśnił, że mówił o celach ISIS. Jak to jest, że ISIS od półtora roku wydobywa ropę, rafinuje ją i sprzedaje? Co dały te naloty, jeśli zbrodnicze państwo bez problemów zarabia pieniądze? (A w rafineriach nie pracują dzieci, i one nie siedzą też na rurociągach…)

W tej debacie były dwa takie momenty – przywołania do rzeczywistej rzeczywistości. Jeden opisany powyżej w wykonaniu Mr Good Guy’a i drugi – gdy Donald Trump zapytał, że wydaliśmy na politykę bliskowschodnią 3, a może 4 czy 5 trylionów dolarów – i co żeśmy zyskali? Ruina i destabilizacja Libii i Iraku, tkwimy w Afganistanie jak w pułapce z której nie widać wyjścia, wojna (i katastrofa polityki USA) w Syrii, o włos od katastrofy był Egipt. (W Egipcie do dzisiaj administracja Obamy popiera bractwo muzułmańskie – i z tego powodu Egipt faktycznie zerwał sojusz z USA i przytulił się do Rosji.) A gdybyśmy tak nic nie robili, a te może nawet 5 trylionów wydali w kraju u siebie… Czy nie byłoby wszystkim lepiej?

Rzeczywista rzeczywistość

Swego czasu Mariusz M. Kolonka zaliczył wypowiedź, jak wspaniałą odpowiedź na terroryzm dała administracja G.W. Busha. Górę Tora-Bora bombardowano tak, że ludziom w miejscowościach odległych o wiele kilometrów popękały bębenki w uszach…

Drogi Mariuszu! To nie o to chodziło. Klan Bushów był w doskonałych układach z talibanem. I mułła Omar był gotowy dać rodzinie Bushów prawo budowy rurociągu z turkmeńskich złóż gazu i ropy na Ocean Indyjski. Złoża w Turkmenii (północny sąsiad Iranu) to największe znane obecnie złoża. Są tak zasobne, że same jedne wystarczą na pokrycie zapotrzebowania całego świata na co najmniej 200 lat. (Jedynie złoża w Polsce, tzw. głębokie, pod powierzchnią całego kraju plus daleko w polski szelf bałtycki są wg danych satelitarnych jeszcze większe. Ale złoża polskie nie są dokładnie przebadane, a turkmeńskie są.) Rzecz w tym, że taliban chciał za takie prawo najpierw 3 mld USD. Finalnie był gotów spuścić cenę do 1.5 mld USD ($1.5B – pamiętajmy że amerykański bilion to nasz miliard). A G.W. Bush oferował najpierw 15, potem 30 mln USD. I mułła Omar odrzekł, że tranzytowych walorów swego kraju za tak niskie pieniądze nie sprzeda. Więc Jurek Krzak straszył go wojną, że USA dokonają inwazji na Afganistan. A taliban odpowiedział, że z pewnością Amerykanie zajmą stolicę, może kilka innych dużych miast, a jeżeli myśli, że wojska USA narzucą swoją kontrolę afgańskiej prowincji – to proszę bardzo, niech zaczyna wojnę. I dlatego wybuchła ta wojna! I jeszcze w pierwszym roku naszej bytności w Afganistanie, po strąceniu przez talibów kolejnego śmigłowca z inżynierami amerykańskimi projektującymi trasę wielkiego rurociągu – okazało się, że polityka G.W. Busha przegrała definitywnie i z kretesem przeogromną szansę, by to Ameryka jako kraj „położyła łapę” na eksploatacji tych największych przebadanych złóż świata. To był 2002 rok – obecnie jest już praktycznie 2016, a jedyny rurociąg jaki wybudowano z Turkmenii to wielki gazociąg do Chin.

Oczywiście, wydarzenia znane jako 9/11 były pretekstem do tej wojny… (I kto to zrobił?) Mam nadzieję, że nie trzeba wyjaśniać nikomu, jak było ważne, by to Ameryka „położyła rękę” na kontroli eksploatacji turkmeńskich złóż, ani jak ogromne pieniądze zarabiałby taki tranzytowy rurociąg. I jakby skutecznie wzrosło wówczas znaczenie Stanów Zjednoczonych… Po prostu, by być światowym liderem musimy sami kontrolować takie sprawy – inaczej zrobi to kto inny.

Porozmawiajmy o Iraku…

Sprawa Afganistanu to stracona wielka szansa umocnienia pozycji USA. Natomiast cała „awantura iracka” w jej kolejnych odsłonach (a już zwłaszcza druga wojna z Irakiem) – to sprowokowanie geostrategicznej katastrofy.

Nie chcę tu powtarzać banałów, że Saddam Husajn był naturalnym sojusznikiem dla Ameryki. Bo był. Saddam był obojętny religijnie, a jego armia dostatecznie silna, by zatrzymać Iran. W Iraku licząca 3 tysiące lat tradycja nakazuje dorosłemu mężczyźnie nosić przy sobie broń. (Mężczyzna bez broni oznaczał już w Mezopotamii niewolnika.) Dlatego każdy Irakijczyk nosi przy sobie broń palną – najczęściej Berettę, Colta czy Glocka. Wobec powszechnego posiadania broni palnej niemożliwe były w Iraku zbrodnie przeciwko prawom człowieka. A przynajmniej masowe, czy na większą skalę. Mimo to Saddam jakoś sobie radził, chociaż ponad połowę mieszkańców kraju stanowili szyici, a rządził w oparciu o sunnitów. Połączenie szyitów irackich i irańskich to był i jest nadal najgorszy możliwy scenariusz w tym regionie. I to praktycznie się stało po wprowadzeniu w Iraku „demokracji”. Dodajmy, że Saddam sojuszu z USA chciał. Do końca chciał się dogadać z Ameryką. A Kuwejt zajął dlatego, że tak podpuściła go amerykańska pani ambasador według instrukcji rządu Busha seniora…

Dodajmy, że obecną iracką armią Irakijczycy dowodzą tylko do szczebla plutonu. Całe dowodzenie powyżej nie jest w ich rękach. Dlaczego ISIS zajęła północny Irak? Ano – bo wojska irackie wycofały się! Dlaczego wojska irackie zostały wycofane z północnej części kraju i pozostawiły kalifatowi nietknięte arsenały pełne najnowocześniejszej amerykańskiej broni, amunicji i zapasów wojennych? Jest na to pytanie tylko jedna odpowiedź. Bo takie były rozkazy, bo stało się konieczne stworzenie radykalnego sannickiego kalifatu w północnej części Iraku i wschodniej części Syrii!

Dlaczego powstało ISIS?

Rzecz w tym, że szalona polityka obu prezydentów Bushów plus Obamy doprowadziła do faktycznego połączenia się trzech państw: Iranu, Iraku i Syrii. (W Syrii rządzi sekta alawitów będąca odłamem szyitów.) Kraje te nie ogłaszają formalnej unii – ale faktycznie działają razem. I tym sposobem do północnej granicy Izraela zaczęło przylegać… Szyickie mocarstwo! Wariant oczywiście śmiertelnie groźny dla tego państwa!

Pierwszą próbką nowej sytuacji była dotkliwa porażka wojsk żydowskich, które w czasie ostatniej wojny w Libanie próbowały rajdu przez dwie libańskie doliny na północ. Było to klasyczne rozpoznanie bojem, czy przez Liban da radę przejechać – w ewentualnej ofensywie na syryjski port Latakia. Ten wielki i supernowoczesny port syryjski jest jedynym, poprzez który armia USA mogłaby wyładowywać swoje zaopatrzenie, gdyby miała angażować się w dużą wojnę na Bliskim Wschodzie. Ale w Libanie rezyduje partia Hezbollah (szyicka!), a partia ta posiadała wówczas dwie kompanie komandosów. Tyle, że tych komandosów wyszkolili irańscy specjaliści z dywizji nieśmiertelnych! I te dwie kompanie zaminowały libańskie doliny tak, że Żydzi nie tylko nie przejechali – ale doznali dotkliwej porażki i dużych strat własnych – po raz pierwszy w historii armii państwa Izrael. W dodatku sceny z tych walk nagrywano i potem emitowały je arabskie telewizje. Jak siedzi sobie komandos Hezbollahu w jakiejś jaskini i na ekranie laptopa odpala kolejne wbudowane głęboko w skały czy w ziemię rakiety i miny – a czołgi i transportery żydowskie wylatują w powietrze jak zabawki… Efekty medialne tych relacji były jeszcze straszniejsze niż bitewne – cały świat muzułmański zaczął się z armii Izraela śmiać i przestał się jej bać…

Próbką kolejną był fakt, że gdy tylko zaczęły się niepokoje w Syrii – natychmiast przez kanał sueski przepłynęła silna eskadra irańskiej marynarki wojennej. I zakotwiczyła gdzie? Oczywiście w Latakii… Obecnie Rosjanie zbudowali dodatkowo swoją bazę lotniczą – gdzie? W Latakii? – Bingo! Opanowanie czy kontrolowanie przez Amerykę, takie czy inne, tego najważniejszego strategicznie portu na Bliskim Wschodzie oddaliło się o lata świetlne.

Dlaczego powstało państwo ISIS? To jest bardzo proste. Wystarczy spojrzeć na mapę, gdzie się ono znajduje. Kontrolowane przezeń terytoria całkowicie blokują połączenie lądowe Syrii z Iranem, nadto deklasują Irak jako liczące się państwo. Na ten moment powstanie „kalifatu” blokuje funkcjonowanie szyickiego „mocarstwa trzech” – Syrii, Iraku i Iranu.

Dlatego nie dziwi…

Nie dziwi, że żołnierze „kalifatu” są leczeni w wojskowych szpitalach Izraela, a zbrodniczy kalifat, rzekomo bombardowany przez koalicję 35 (czy ilu tam) państw, beztrosko wydobywa, rafinuje i sprzedaje ropę i gaz. Gdzie? A na przykład do Izraela! I nawet państwo ISIS rośnie w siłę finansową!

Oczywiście, liderzy polityki żydowskiej czy rząd Obamy, doskonale zdawali sobie sprawę, że kreowanie takiego państwa jak ISIS oznacza przyzwolenie na niesłychane zbrodnie i zagładę irackich chrześcijan. Satanistom obu państw zapewne taki wariant nawet odpowiadał.

I co z tego dalej będzie?

Rzecz tylko w tym, że kraju rządzonego terrorem i opartego tylko na zbrodni – nigdy nie daje się utrzymać długo. ISIS może być tylko bardzo tymczasowym rozwiązaniem.

Może dlatego nasza obecna administracja zdaje się obecnie gorączkowo szukać nowych rozwiązań. Jednym z nich, przynajmniej rozważanym, wydaje się być wyrażenie zgody na trwałą aneksję Syrii i północnego Iraku przez Turcję. Byłoby to przynajmniej częściowe odbudowanie imperium otomańskiego. A dla państwa Izrael „zbilansowanie” zagrożenia przez irańską potęgę lądową – siłą tureckiej armii.

Nikt tego nie podnosi – ale to jest zaletą administracji prezydenta Obamy. Gotowość rozważenia całkowicie nowych scenariuszy, nie liczenie się z żadnymi dotychczasowymi schematami. W Europie było to wykopanie jednym kopniakiem uprzedniego resetu z Rosją. Podobnym wcale nie pozbawionym uroku zagraniem było kuszenie Iranu niemalże sojuszem z USA. (Problemy, jak zawsze, tkwią w szczegółach.)

Ale tu są dwie kwestie. Jedna jest wątpliwa, druga pewna.

Pewne jest, że nawet sama nazwa „kalifat” przyjęta przez ISIS jest dla Iranu nie lada bluźnierstwem. (Szyici pokłócili się z sunnitami po śmierci Mahometa, a dokładniej jego następcy Alego – drugiego kalifa – o sprawę legalności sprawowania urzędu kalifa.) Ponieważ te kwestie odgrywają dla szyitów niesłychanie ważną rolę – więc uderzenie Iranu na północny Irak (o pardon, na „kalifat”) – stało się rzeczą pewną. Tym sposobem kreacja czegoś takiego jak ISIS jakby „in longer run” sama z siebie przyciąga to, czemu miała zapobiegać.

Natomiast jest rzeczą wątpliwą, by tureccy politycy dali się nabrać na pójście na wojnę jako potencjalnie pierwsze danie główne. Raz, że państwo Izrael robiło wszystko co w jego mocy, by Turków do siebie zrazić – dwa, że tradycja turecka wskazuje na angażowanie militarne, gdy siły potencjalnych przeciwników z jakichś powodów osłabną. Nawet Austrię w drugiej połowie XVII wieku Turcy zaatakowali dopiero wtedy, gdy pozycja Austrii osłabła po konfliktach z Francją króla Ludwika XIV-ego. A Polska wydawała się pokonana, zmniejszona terytorialnie i osłabiona…

A o czym mówili kandydaci?

Mówili np. o wprowadzeniu strefy zakazu lotów nad Syrią – i większość z nich takie rozwiązanie popierała. Aczkolwiek nawet zauważyli, że to naraża na ostry konflikt z Rosją, oznacza dotkliwe upokorzenie Rosji – i wcale się go nie bali.

Kochani, czy wy wiecie, co to był komunizm? Co ta druga strona dla was szykowała? Czy sprawdziliście, czy w szczelinie tektonicznej przez środek Atlantyku nie ma tych sowieckich ładunków nuklearnych, które miały spowodować wielkie tsunami w przededniu sowieckiego ataku na Europę zachodnią? Tsunami, które miało „przemłócić” i miasta wschodniego wybrzeża USA jak i Europy zachodniej, nie mówiąc o lotniskach Grenlandii, Islandii czy Szkocji?

Bowiem teraz nie uratuje was przed tej klasy nieszczęściami czy wojną żaden pułkownik Kukliński… A przy okazji przyparte do muru Chiny, wroga Japonia… Kto sieje wiatr zbiera burzę.

Więc może zamiast złotych pomysłów ze strefami zakazów lotów nad Syrią sprawdźcie te szczeliny tektoniczne przez środek Atlantyku i Morza Śródziemnego – i pilnujcie wybrzeży Kalifornii, żeby wam kto czego nie podłożył, dobrze?

Bo wtedy zaczniecie żyć w realnym świecie, a nie w świecie fikcji kreowanym przez lewackie media głównego ścieku…

Był jeden taki kandydat…

A tak – był jeden taki, który powiedział coś niesłychanie mądrego. Ale to było w debacie „mniejszych kandydatów” – która poprzedziła debatę główną.

Kandydat Santorum starł się z niebezpiecznym idiotą – kandydatem Lindseyem Grahamem. Ten ostatni tokował według kanonu poprawności politycznej, że są źli muzułmanie, którzy się zradykalizowali – i dobrzy muzułmanie (którzy się nie zradykalizowali). Santorum mu na to ripostował, że islam nie jest takim po prostu wyznaniem, lecz doktryną totalitarnego podboju świata. Ale Graham oponował, że słowo islam – oznacza pokój, etc., etc…

Tu może należy się kilka słów teorii. Otóż istnieją trzy typy zbrodniczych organizacji przestępczych.

Pierwszą i najprostsza jest mafia. To po prostu kryminaliści, którzy łączą się, bowiem razem mogą dokonywać „dochodowych” przestępstw na większa skalę: np. zastraszać, wymuszać haracze, itp.

Drugą są grupy przestępcze posiadające ideologię. Ideologia taka sankcjonuje stosowaną przez nie grabież, przemoc i morderstwa. Może takowa ideologia być dwojakiego typu: świecka albo religijna. Takie grupy w naturalny sposób ciążą ku podbojowi jakiegoś terenu i kreacji opartego o swoją ideologie państwa. Przykładów historycznych co niemiara – z najnowszych czasów choćby komunizm (wojowniczy ateizm jest też odmianą religii).

I wreszcie – mogą być całe narody zorganizowane jako grupa przestępcza. Z najnowszych przykładów choćby w Europie – Albańczycy. Czy Czeczeni… Ten trzeci typ jest najbardziej niebezpieczny – bowiem wchodzą tu dodatkowe bardzo silne więzy: rodzinne, klanowe, rozmaite więzy emocjonalne, wspólnota języka, historii, etc.

Senator z Południowej Karoliny powinien poczytać sobie prawo szarija (prawo szariackie). Otóż ten pokojowy islam stanowi, że mąż i ojciec może sobie zabić żonę czy dziecko, jeśli uzna, że choćby nie okazało mu należnego szacunku. Co to jest ten należny szacunek rozstrzyga on sam. Żonę należy regularnie bić batem, choćby nie była niczemu winna – a tylko z powodu, że małżonek obawia się, że może zrobić coś złego. Mienie posiadane przez niewiernego nie jest chronione przez prawo własności, muzułmanin może sobie robić z takim mieniem co zechce. Dla siebie islam żąda tolerancji, ale sam wobec innych wierzeń nakazuje obowiązek skrajnej nietolerancji. Urodzony w islamie musi być muzułmaninem – bo jak by chciał zmienić wyznanie – musi zostać zamordowany. Nie są to żarty – w Saudi Arabii karzą Arabów śmiercią za same posiadanie Biblii. Wszystkie podstawowe prawa człowieka są tu złamane systemowo i bez wyjątków, w tym najbardziej podstawowe prawo do życia. Islam – oczywiście oznacza pokój – ale pokój specyficzny, jaki zapanuje na świecie po opanowaniu go przez muzułmanów. Agresywna wojna zaborcza, w celu narzucenia islamu, oznacza święty obowiązek (dżihad). Istnieje też inna forma zajęcia terenów niewiernych – poprzez pokojowe przemieszczenie na te tereny ludności muzułmańskiej wystarczającej by walczyć o wprowadzenie prawa szariackiego. Jest to tzw. hidżra – i stanowi podobny religijny obowiązek jak dżihad. To co obserwujemy obecnie w Europie to nie są żadni uchodźcy – to jest inwazja. Oczywiście, niewiernych można oszukiwać, wprowadzać w błąd – i nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie, to obowiązek wynikły z nakazu szerzenia islamu. Kobiety niewiernych należy gwałcić choćby z tego powodu, że nie są „stosownie” ubrane. Dodajmy: gwałcić z brutalnością, z pobiciem – bo jest to usankcjonowaną karą dla takich kobiet.

I co z tego wynika?

Żyjemy w obecnym świecie, w którym nie ma wystarczających czy adekwatnych do obserwowanych zjawisk norm prawnych. Gdyby w sprawie islamu zwołano trybunał norymberski, analogiczny jak ten, który osądzał III Rzeszę i jej liderów – byłoby oczywiste, że kraje wojującego islamu są takimi samymi krajami zbrodniczymi jak Niemcy Hitlera, a islam jest ideologią systemowo łamiącą prawa człowieka i promującą zbrodnicze wojny i przemoc – tak samo jak komunizm czy nazizm.

A polityczny idiota Lindsey Graham mógłby mówić o dobrych niezradykalizowanych muzułmanach tak samo jak o dobrych niezradykalizowanych nazistach. Albo o zradykalizowanych i niezradykalizowanych mordercach.

I tylko jeden kandydat Rick Santorum powiedział coś naprawdę mądrego o islamie.

Wniosek

A dopóki nie staniemy na gruncie prawdy, nawet nie zaczniemy myśleć o rozwiązaniach adekwatnych do rzeczywistych problemów. Kluczem sukcesów islamu jest tak naprawdę brak prawdy o nim – i co za tym idzie brak właściwych działań tej części świata, gdzie jeszcze są w cenie prawa ludzkie.

Inaczej będzie trwał chocholi taniec Ameryki, trwoniącej kolejne tryliony dolarów na działania bzdurne przy coraz szybciej narastających zagrożeniach. Bzdurne w każdej dziedzinie, ekonomicznej też… Przy okazji – nikt, w tym żaden kraj, nie może zadłużać się bez końca. Czy emitować kolejne tryliony waluty – „z chudego powietrza”.

Jednakże w debacie z dnia 15 grudnia 2015 roku padło wiele słów prawdy, a reakcje społeczeństwa USA, z którymi musza się liczyć nawet dziennikarskie swołocze – pokazują, że jest ciągle wiele dobra w Ameryce. I co więcej – nawet w elitach tego kraju. Bo Carson, Trump, Fiorina (znakomicie wypada ta jedyna kobieca kandydatka republikanów, a przy okazji co za kontrast z tą prymitywną chamską babą Clinton), Huckabee, Santorum, Rubio, Paul – o tak, powiedzieli wiele prawdy.

Jakby się chciało, by jeszcze ogarniali sprawy w ich istocie!

Ot, na przykład dyskutowali o zakresie inwigilacji Internetu – by wykrywać komunikację zwolenników ISIS. Tak – tylko to jest sposób bierny. Jakby zarzucanie sieci i czekanie co w nią wpadnie. A gdzie czynne, aktywne zdobywanie informacji? Atak na stolicę wroga i przejecie jego centrów łączności i baz danych?

Polacy w czasie II wojny światowej to złamali niemieckie szyfry, zbudowali kopie niemieckiej maszyny kodującej Enigma – i od tej chwili alianci czytali sobie swobodnie najtajniejsze niemieckie depesze. W bitwie pod El-Alamein, w której Anglicy wiedzieli o niemieckich planach wszystko – i jeszcze wpuścili Rommla w atak pułapkę – aż dziw bierze z czym ci Angole babrali się tak długo.

Miejmy nadzieję, że Amerykanie są w „kapowaniu się” od Anglików szybsi.

Co by było bardzo, bardzo dobre – o czym jest przekonany wasz

Polonus Anonimus.

P.S. A gdzie tu sprawa polska?, ktoś zapyta. Właśnie – mądry i uczciwy człowiek jako prezydent USA – to jest właśnie sprawa polska. Byle tylko był rzetelny – już sobie damy z tym radę, by do niego dotrzeć. I przekonać do spraw sprawiedliwych i słusznych. Gdy swego czasu prowadziłem moją akcję, by pułkownika Kuklińskiego pośmiertnie promować na stopień marszałka Polski – nie miałem żadnych trudności z docieraniem na sam szczyt ówczesnej polityki w USA. (Chodziło mi m.in. o potwierdzenie ćwiczeń sztabowych dowódców USA w Europie, na których przedstawiono opracowany przez Kuklińskiego plan poprawek do amerykańskich działań w odpowiedzi na sowiecki atak. Gdy zdumieni amerykańscy generałowie zapytali, kto tak dokładnie zna plany sowieckie i nasze i kto wymyślił coś tak genialnego – odpowiedziano im, że to jeden z najlepszych sowieckich marszałków przeszedł na naszą stronę. Te ćwiczenia sztabowe spowodowały, że amerykańscy dowódcy lądowi zaczęli wierzyć nie tylko w skuteczne zatrzymanie sowietów, ale i w ich pokonanie w razie ataku na kraje NATO.) Do mojej akcji entuzjastycznie odniósł się ówczesny minister obrony narodowej Antoni Szczygło – a storpedowała wszystko kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co z tego wynika – przeszkoda do prowadzenia skutecznej polityki propolskiej leży w Warszawie. Druga – mniejszy problem – w pewnej organizacji polonijnej powołanej w 1944 roku z inicjatywy prezydenta F.D. Roosvelta jako rozwiązanie na „wewnętrzny problem polski” – by Polonię systemowo osłabiać i jej potencjał polityczny skutecznie niszczyć (jak dotąd). Ale ta druga przeszkoda, w Chicago, w porównaniu z tą warszawską – to naprawdę mniejszy problem. Ot, i wszystko.

Sprawdź także

Amerykańska brygada w Polsce – czy będzie wojenna prowokacja?

Setki amerykańskich czołgów, ciężarówek i innego sprzętu wojskowego właśnie docierają do niemieckiego portu. Pododdziały mają …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: