piens.pl / WIARA / Życie dla Ciebie

Życie dla Ciebie

Gdy Jezus prze­pra­wił się z powro­tem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jesz­cze nad jezio­rem. Wtedy przy­szedł jeden z prze­ło­żo­nych syna­gogi, imie­niem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i pro­sił usil­nie: „Moja córeczka dogo­rywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby oca­lała i żyła“. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.

A pewna kobieta od dwu­na­stu lat cier­piała na upływ krwi. Wiele prze­cier­piała od róż­nych leka­rzy i całe swe mie­nie wydała, a nic jej nie pomo­gło, lecz miała się jesz­cze gorzej. Sły­szała ona o Jezu­sie, więc zbli­żyła się z tyłu mię­dzy tłu­mem i dotknęła się Jego płasz­cza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płasz­cza dotknęła, a będę zdrowa“. Zaraz też ustał jej krwo­tok i poczuła w ciele, że jest uzdro­wiona z dole­gli­wo­ści. Jezus także poznał zaraz w sobie, że moc wyszła od Niego. Obró­cił się w tłu­mie i zapy­tał: „Kto dotknął się mojego płasz­cza?“ Odpo­wie­dzieli Mu ucznio­wie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ści­ska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął?“ On jed­nak roz­glą­dał się, aby ujrzeć tę, która to uczy­niła. Wtedy kobieta przy­szła zalęk­niona i drżąca, gdyż wie­działa, co się z nią stało, upa­dła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię oca­liła, idź w pokoju i bądź uzdro­wiona ze swej dolegliwości“.

Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?“ Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, tylko wierz“. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: „Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi“. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum“, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań“. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Dwie kobiety i jedno spotkanie. Pierwsza dwanaście lat cierpiała na upływ krwi. Traciła życie powoli, systematycznie. Dziewczynka miała dwanaście lat. To w tamtym czasie i kulturze czas zamążpójścia, dawania życia.

To je łączy. Być może są one jeszcze jakoś połączone, albo nawet to ta sama kobieta (jeśli przyjąć duchowy sposób czytania tekstu).

Przyjrzyjmy się owej utracie życia.

Pierwsza kobieta. Marek na określenie krwotoku używa słowa bicz (dokładniej Jezus używa tego określenia na dolegliwość kobiety). Utrata życia z powodu długotrwałego biczowania (się). Można traktować siebie z agresją, kiedy agresji doświadczyło się w domu. Można biczować się poczuciem odrzucenia, kiedy odrzucali nas najbliżsi. Może dlatego kobieta uchwyciła szat Jezusa od tyłu, jakby nie chciała być zauważona. Wyrobić w sobie taką autoagresję, aby nawet Bóg nie mógł na mnie spojrzeć bez obrzydzenia. Wszyscy na mnie tak patrzyli, ja sam na siebie tak patrzę, co dopiero Bóg. Taki wielki, czysty, święty. Ludzie, którzy nie lubią na siebie patrzeć w lustrze czy na zdjęciach, o niskim poczuciu wartości. Przez tyle lat nikt nie odniósł się do mnie z szacunkiem, mogłem liczyć tylko na wyśmianie. Pod tym wszystkim jednak jest głód miłości.

ciecie-siePokolenie Emo się tnie, a zdjęcia umieszcza w internecie. Ile musi być w tym zachowaniu autoagresji a ile wołania o to, aby ktoś mnie zauważył. Kobieta z Ewangelii wskazuje na jeszcze jedną cechę. Oto cud się dokonał („Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości“). Kobieta mogła odejść. Jednak Jezus wiedział, że nie chodzi tu o jej krwotok. Mistrz pyta uczniów i szuka jej (On jednak rozglądał się, aby ujrzeć tę, która to uczyniła). Następujące po tym zdania są aż ciężkie od znaczenia. «Wtedy kobieta przyszła [mogła odejść, wszak dostała czego chciała, a jednak jakby dopiero teraz przyszła] zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę [upadła i wyznała całą prawdę, to coś więcej niż tylko przyznanie się do uzdrowienia]. On zaś rzekł do niej: „Córko [do tej pory, z powodu jej choroby traktowano ją jak psa], twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości“ [tu pojawia się ów „bicz“].» Krwotok ustał wcześniej, ale choroba tkwiła głębiej. Potrzeba było nie tylko uzdrowienia fizycznego, ale uzdrowienia jej wnętrza.

Ile kobiet może odnaleźć się w tej bezimiennej bohaterce. Można być w tłumie, w kościele i tłoczyć się wokół Jezusa i nigdy Go nie dotknąć. Można dotykać Go z tyłu, nieśmiało i nawet uzyskać to, po co się do kościoła przyszło, ale nigdy nie upaść przed Nim i nie wyznać Mu całej prawdy. A prawda o nas tkwi głębiej niż nam się zazwyczaj wydaje. Podejrzewam, że źródło wielu chorób fizycznych tkwi dużo głębiej niż tylko w ciele. Tak np. bezpłodność traktowana tylko jako przypadłość fizyczna i tak też rozwiązywana, może prowadzić do mechanicznego traktowania kobiety i mężczyzny. „Do najczęstszych powodów kłopotów z płodnością należą: stres, perfekcjonizm, nieprawidłowe wzorce z dzieciństwa, trudne doświadczenia z dzieciństwa, funkcjonowanie głównie z pozycji rodzica albo dziecka w stosunku do swoich bliskich, zbyt silny, jak na życie osoby dorosłej, związek z mamą lub tatą, także złe nawyki żywieniowe, niewłaściwy styl życia, nierozwiązane problemy – uwięzione trudne emocje, niewłaściwe skojarzenia z ciążą, porodem, macierzyństwem, nie przeżyta w pełni żałoba po stracie bliskich, w tym własnego utraconego dziecka, nieakceptowanie w pełni swojej kobiecości, brak poczucia bezpieczeństwa w związku, i wiele innych…“ (A. Doboszyńska, Związek psychiki z płodnością).

Tak przechodzimy do córki Jaira.

Po Mistrza przychodzi ojciec, to naturalne, gdyż matka została, aby się opiekować dzieckiem. I może jest to pewna nadinterpretacja tekstu, ale prześledźmy szczegóły. Ojciec przychodzi do Jezusa i mówi: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła“. Ludzie donoszący o śmierci mówią: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?“ Jezus mówi o niej „Dziecko nie umarło, tylko śpi“, „Dziewczynko, mówię ci, wstań“. Może to jedyna córeczka tatusia. Matka jest wspomniana tylko raz, kiedy Jezus zabiera ją ze sobą. Jedyne córeczki tatusia lubią być podziwiane, zawsze przynoszą najlepsze stopnie. Czasem nawet uczą się chorować, aby wzbudzić zainteresowanie taty.

Przypomina wam to kogoś?

Może w tej opowieści mamy do czynienia z jedną i tą samą kobietą. Córeczka tatusia dorasta i w spotkanych mężczyznach szuka taty, ale nie znajduje. Być może, jak pisałem, to nadinterpretacja, ale zawsze interesował mnie fakt, że Jezus każe ją nakarmić. Oczywiście, to może być przejaw troski Mistrza, ale z drugiej strony nie ma w Ewangeliach żadnego słowa, które byłoby zbyteczne i podane tylko dla nasycenia naszej ciekawości. Chorobę możemy rozpoznać po lekarstwie (dorosłą kobietę uleczył wzrok Jezusa i słowo „córko“), albo po reakcji na uzdrowienie. Córkę Jaira Mistrz kazał nakarmić. Co to za głód? W tym miejscu warto zauważyć, że te dwie kobiety poza liczbą dwanaście, zwrotem „córko“/„córka“, łączy jeszcze dotyk. Dorosła kobieta dotknęła się szat Jezusa. Jakiś głód w niej kazał jej przecisnąć się przez tłum (co groziło jej jako nieczystej konsekwencjami) i dotknąć się szat Jezusa. Jest więc w niej głód dotyku silniejszy niż możliwa reakcja społeczna. Córkę Jaira (równie bezimienną) dotyka Jezus (chociaż wedle prawa nie może tego zrobić, gdyż zaciąga nieczystość). „Całe życie była głodna takiego dotknięcia, jakie teraz czuje w swoim sercu. Takiego uchwycenia się Boga. Takiej modlitwy, która jest jak nakarmienie chorej i osłabionej dziewczynki“ (o. A. Pelanowski). Być może odpowiedź jest jeszcze na innym poziomie. Skoro „Jezus mówi „Dziecko nie umarło, tylko śpi“, to jej stan opisuje jako bycie w realnie wyglądającej fikcji, tak przecież przeżywamy sen. „Wiecie, co to znaczy być żywym? (…) Prawdziwy, żywy człowiek, jak płacze to płacze, jak śpi to śpi, jak je to je“ (ks. P. Pawlukiewicz). Marek zapisuje także „Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła…“ Jakby chciał powiedzieć, że do tej pory była noszona na rękach, pewnie przez tatę, a „według bożego rozkazu: Kto nie dotknął ziemi ni razu, Ten nigdy nie może być w niebie“. Może to prawda, może tylko doszukiwanie się sensu tam, gdzie go nie ma.

Opowieści o cudach wywołują uśmiech albo płacz, ale nic nie zmieniają. Nadal są ludzie umierający powoli i martwe dzieci. A jednak w obu przypadkach pojawia się wiara. Wiara kobiety i wiara ojca. Cuda nie są jakąś magiczną sztuczką Boga, który chce ludzi rzucić przed sobą na kolana („Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział“), ale odpowiedzią Boga na wiarę człowieka. Święta Faustyna w Dzienniczku zapisała tę prawdę w słowach: „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest — ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką Mi są pociechą dusze obezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca“ (Dz. 1578). W kontekście tych słów piękny jest gest Jezusa, który chwyta dziewczynkę za rękę. Zostają także te słowa »“Talitha kum“, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań». Oczywiście mają one związek z dawną liturgią chrztu i jej symboliką, której odbicie widzimy w słowach św. Pawła:

„Zbudź się, o śpiący i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus“ (Ef 5,14).

Niemniej, jeśli te słowa odnieść do nas, grzeszników. Postarać się je usłyszeć po grzechu, przed spowiedzią i po niej: „Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi“, „Dziewczynko, mówię ci, wstań“.

Gabriel_Max_La_Résurrection

Autorem tekstu jest ks. T. Delurski

źródło: www.delurski.pl

Sprawdź także

Niezwykła piosenka o Maryi i Jezusie

Mary, Did You Know? Zmieniając klimat na świąteczny posłuchajmy również:

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: