"Posądzenie Żydów sandomierskich o mord rytualny w roku 1698 i 1710" - fragment malowidła Karola de Prevot, znajdującego się w katedrze w Sandomierzu
piens.pl / POLSKA / Żydowskie mordy rytualne. Historia wokół pewnego obrazu.

Żydowskie mordy rytualne. Historia wokół pewnego obrazu.

  • Inspiracją dla poniższego tekstu jest obraz „Posądzenie Żydów sandomierskich o mord rytualny w roku 1698 i 1710” – fragment malowidła Karola de Prevot, znajdującego się w katedrze w Sandomierzu;
  • Włoski Żyd, historyk judaizmu, profesor religijnego uniwersytetu żydowskiego „Bar-Ilan” Ariel Toaff w książce „Krwawa Pasha” potwierdza prawdziwość mordów rytualnych dokonywanych przez aszkenazyjskich Żydów na chrześcijańskich dzieciach, co ciekawe Areil Toaff był synem nieżyjącego już Naczelnego Rabina Rzymu Elio Toaff;
  • To co pisze Olga Tokarczuk o biskupie Kajetanie Sołtyku są to wierutne kłamstwa wymagające postawienia tamy i walki o dobre imię biskupa;
  • Publikacja została wykonana na podstawie wykładu Grzegorza Brauna w Sandomierzu w lutym 2016 r.

 

Etyka bezwzględna a etyka sytuacyjna

Wspaniałym nauczaniem jest obowiązująca chrześcijan etyka bezwzględna. Etyka bezwzględna, to znaczy zasady obowiązujące chrześcijan zawsze, wobec wszystkich, niezależnie od sytuacji. Mała rzecz, prosta, oczywista. W Polsce może i oczywista, ale wcale nie są powszechnie podzielane na świecie. Są do dzisiaj takie cywilizacje, a raczej antycywilizacje z naszego punktu widzenia, które bardo rygorystycznie dzielą ludzi na swoich i nie swoich. I ci nie swoi, w gruncie rzeczy nawet nie są ludźmi. Ci, którzy nie należą do mojego plemienia, nawet nie zostali stworzeni przez takiego samego Pana Boga. Goje zostali stworzeni przez demony. Pan Bóg dobry tworzy tylko ludzi, czyli Żydów, a Goje to jest twór demonów. Podobni do ludzi, ale nie ludzcy; dlatego nie obowiązują wobec nich te same zasady. To jest nauka, którą wpajają swoim dzieciom prawowierni Żydzi od pokoleń, tak długo jak długo nie zrozumieli Pana Jezusa faryzeusze no i od tamtej pory uczą swoje dzieci takich okropności.

Faktem jest, że dzisiaj w XXI wieku, najczęściej sprzedawaną, najszerzej kolportowaną książką żydowską w świecie jest księga „Tania”, czczona przez Żydów sekty chasydzkiej Chabad-Lubawicz , jest to z kolei sekta najliczniejsza i najszerzej rozprzestrzeniona w świecie i mnożąca swoje szeregi Chabad-Lubawicz. To są Ci ludzie, z którymi Pan prezydent Duda zapala chanukowe świece. Oni czczą nabożnym kultem księgę „Tania”, której autorem jest założyciel tej sekty, rabin Szneura Zalmana, który  żył dwieście lat temu i to właśnie on napisał, że Goje pochodzą od demonów. Rabin Zalman jest już dwieście lat na tamtym świecie, a do dziś jego książka jest najbardziej drukowaną książką żydowską na świecie.

Jeśli nie ma kategorii naszego bliźniego, to jest to etyka nie bezwzględna, a etyka sytuacyjna. Inne zasady obowiązują mnie w zależności od okoliczności. Czy należy ratować goja tonącego w szabat?  W szabat, jak wiadomo prawowierny Żyd nie powinien wykonywać żadnych ciężkich prac, powinien czcić Pana Boga powstrzymując się od pracy. A zatem, prawowierni żydzi roztrząsają ten problem – Czy w szabat prawowierny Żyd może rzucić się z pomocą tonącemu gojowi? I udzielają odpowiedzi mędrcy żydowscy. – Tak, owszem, powinien ratować tonącego goja  prawowierny Żyd jeśli nieratowanie go może zaszkodzić Żydom. To jest właśnie etyka sytuacyjna.

Nie wszyscy Żydzi w świecie czytają te księgi. Wcale nie wszyscy studiują Talmud. Wcale nie wszyscy mają na półce Tanie. Wcale nie wszyscy wiedzą o tych rzeczach. No ale, przypomnijcie sobie Państwo, ile razy słyszeliście Wy Polacy, że na przykład Wasza mentalność pozostawia to i owo do życzenia, bo dziedziczycie na przykład po pradziadach rozmaite przywary. Na pewno pamiętacie tę szkołę jazdy. To wyrzekanie na przykład na szlachetczyźnie; to jest takie słowo pogardliwe z repertuaru propagandy komunistycznej, rewolucyjnej i różne inne takie dyrektywy. To wszystko sprowadza się do postulatu, że trzeba zmienić mentalność Polaków. Trzeba zmienić mentalność przez zanegowanie pewnych tradycji.

Jeżeli my takie rzeczy słyszymy i skoro wiąże się na pewno słusznie że my jesteśmy tacy jacy jesteśmy, bo nasi rodzice byli tacy a nie inni. Naszych rodziców rodzice i prarodzice … To jest słuszne rozpoznanie rzeczywistości. Rzadko wykracza tak całkiem poza tę formę i formułę, którą podpowiada nam tradycja, rodzina. Często się tak zdarza, że człowiek w młodości najpierw się buntuje, a potem wraca i jakoś mu dobrze w tej formie tradycyjnej.

No więc, skoro zgadzamy się, kiwamy głową, rzeczywiście tak jest że na plus i na minus dziedziczymy po przodkach, no to wobec tego też na pewno nie ma  błędu żadnego w takiej hipotezie, że pisanie i kolportowanie takich książek w rodzaju Tani, mogło wpływać i może dalej wpływa na formację wewnętrzną i działalność zewnętrzną ludzi takich, którzy w tej tradycji się wychowali, Nawet, jeśli sami tej książki nie czytali, prawda?

Kto z Państwa przebierał się w kontusz i ćwiczył szablą polską? No, nikt się nie zgłasza, ale jednak wytropicie tam w sobie jakieś przywary po naszych przodkach, którzy być może w pobliskiej farze sejmikowali kilkaset lat temu. Różne dobre rzeczy dziedziczymy i różne złe rzeczy dziedziczymy.

Więc, zwracanie uwagi, kto skąd przychodzi i kto skąd pochodzi nie jest czymś niegodziwym i nie na miejscu. Ponieważ to nam mówi sporo czasami całkiem sporo o człowieku. Jak na przykład znajdziemy się w dżungli i trafimy na człowieka, który u boku pasa nosi pęk ludzkich główek spreparowanych w taki tradycyjny sposób no to słusznie możemy się obawiać, że i nas taki człowiek następnie zje na obiad. I wtedy będziemy się lękać mieszkania w jednej wiosce z takim człowiekiem, bo słusznie założymy, że taki człowiek nas zje.

I nie ma w tym żadnego resentymentu, żadnych przesądów z naszej strony tylko jest zwykła roztropność: Nie zadawać się z ludożercami. W każdym razie, nie w pojedynkę.

I tak też jest z ludźmi, którzy żyją uformowani przez inną cywilizację, że obcowanie z nimi może być niebezpieczne. I nie ma w tym niczego zdrożnego, niczego niegodziwego, niczego obelżywego, tylko po prostu jest roztropność. Najpierw dobrze rozpoznać z kim ja mam do czynienia i czy przypadkiem nie on zjada katolików na deser.

Obraz i towarzysząca mu tabliczka

Jest opodal kościół piękny, katedra w Sandomierzu. Wisi tam obraz, namalowany już przed wieloma laty. On odmalowuje scenę z przed wieków, obrazuje pewne wydarzenia historyczne, które miały miejsce w Sandomierzu przed wiekami. Wokół tego obrazu afera na cztery fajerki została rozkręcona i właściwie do dzisiaj ta afera trwa. Jak się dowiaduję, ten obraz ma iść do renowacji. Jak pójdzie, to nie wiem czy wróci. A to cenna pamiątka.

To jest obraz który przedstawia mord rytualny dokonany w Sandomierzu przed wiekami, ale od jakiegoś czasu towarzyszy temu obrazowi wywieszona tabliczka, że on przedstawia coś, co z całą pewnością się nie zdarzyło.

 

tabliczka

Co to jest takiego Mord rytualny? No, to nie jest zjadanie na deser dzieci katolickich, ale mordowanie ich w celu pozyskania krwi chrześcijańskiego dziecięcia, która następnie o zgrozo po wysuszeniu służy do odprawiania paschalnych rytuałów. Mówiąc o tym, stwierdzając używam takiego typu gramatycznego, który stwierdza  to w czasie teraźniejszym jako fakt, chociaż odnosi się to do zdarzeń z dawnych wieków. Na tej tabliczce autorzy napisali, że takie rzeczy nigdy nie miały miejsca, bo mieć nie mogły, bo przecież Żydzi zakazane mają przez swoje prawo konsumowanie krwi jakichkolwiek istot żywych.

Z tego, że ktoś coś ma zakazane prawem wnioskować, że nigdy tego prawa nie przekracza to już jest bardzo daleko idąca supozycja. Na przykład, nasze prawo zabrania kradzieży kieszonkowej nie będziemy wnioskowali, że wśród Polaków nie ma kieszonkowców. Z tego, że nasze prawo zabrania i nawet prawo nasze religijne zabrania nam różnych złych rzeczy niestety nie wynika, żebyśmy od tych złych rzeczy się powstrzymywali. A zatem stwierdzenie, że czegoś że niektórym Żydom prawo zabrania niestety w świetle faktów historycznych i logiki dwuwartościowej nie pozwala na stwierdzenie, że takich zakazów oni nigdy nie przekraczali. To mówię na gruncie zwykłej analizy logicznej, jestem polonistą i mówię, że ten tekst wywieszony tam na ścianie kupy się nie trzyma. Z rozbioru wewnętrznego tego tekstu to wynika.

Kontekst naukowy

Natomiast jest jeszcze zewnętrzny kontekst. Bardzo poważna sprawa, kontekst historyczny, kontekst naukowy. Jaki jest ten kontekst naukowy? Jedna wskazówka bibliograficzna, książka wydana jakieś siedem może osiem lat temu we Włoszech. Znam ją z przekładu angielskiego. „Krwawe Paschy” profesora Ariela Toaffa. Włoski badacz żydowskiego pochodzenia, zresztą bardzo znamienitego rodu. Ojciec jego rabin Rzymu przyjmował świętego papieża Jana Pawła II w rzymskiej synagodze przed laty. A więc to, żeby to było jasne, to nie jest twórczość jakichś podejrzanych, szemranych szarlatanów, ludzi z marginesu i z manowców naukowych. Profesor Ariel Toaff napisał książkę ni mniej ni więcej o mordzie rytualnym. Jest to książka pasjonująca i każdemu mogę ją polecić, ponieważ jest ona z jednej strony, na ile jestem w stanie jako no właśnie filolog patentowany i badacz historii samozwańczy, na jestem w stanie to rozeznać jest to książka nieskazitelna pod względem badawczym, pod względem warsztatu badawczego. Tam na  każdą stronę tekstu są chyba dwie strony przypisów i wskazówek bibliograficznych. To jest rzecz naukowo znakomita, a jako lektura jest to rzecz pasjonująca tak jak kryminał, tak jak powieść sensacyjna. Profesor Toaff skupił się na pewnym konkretnym przypadku zbrodni popełnionej w 1475 roku w Trydencie. Przypadek świętego młodzianka Szymona z Trydentu. Akta procesu, w którym miało miejsce w Trydencie w 1475 roku. Te akta są szczególnie obszerne i dobrze zachowane. Szczególnie i dobrze na tle bez liku było w Europie w tamtych czasach. W tamtych i późniejszych o czym zresztą za chwilę wspomnę, przejdę do przypadku z Polski. Ale na razie święty Szymon z Trydentu.

Otóż znaleziono w Trydencie dzieciątko martwe, którego ciałko było w straszliwy sposób okaleczone. Aresztowano na skutek pewnego  zbiegu okoliczności, jak to się po świecku mówi, wykrytych podejrzanych. Ci podejrzani zostali rozpoznani jako sprawcy, przez siebie wzajemnie zostali wskazani. I odbył się proces i otóż profesor Toaff bada akta tego procesu i zestawia zawarte  w nich informacje z często szczątkowo, ale często też dość obszernie zachowanymi informacjami z innych procesów. I po pierwsze dochodzi do bardzo ciekawego wniosku. W Trydencie w 1475 roku zeznawali świadkowie przed sądem to samo co zeznawali  w wielu miejscach wcześniej, gdzie indziej i później w innych zupełnie stronach świata.

Dzisiaj może to być dla Państwa nie w pełni czytelne jaka jest wymowa tego faktu. Ponieważ dzisiaj mamy internet, i możemy sprawdzić, wyszukać, skonfrontować, porównać. I dlatego dzisiaj nie byłoby to takie dziwne, gdyby w Trydencie ktoś zeznawał to samo, dajmy na to ja zeznałem przed sądem w zeszłym roku. W XV w. nie ma internetu, ludzie generalnie są nie piśmienni.  Elita jest piśmienna. I otóż te akta spisują przecież po łacinie współcześni goje, władza sądownicza w Trydencie i oni zapisują co zeznają Żydzi z pewnej sekty jak to rozpoznaje profesor Toaff, sekty aszkenazyjskiej rodem z Niemiec. To są Żydzi którzy przybyli do Trydentu z innego obszaru kulturowego. Na półwyspie apenińskim we Włoszech dominują Żydzi sefardyjscy. I co z tego wynika, Z tego wynika, że Ci Żydzi sefardyjscy włoscy sami nie rozumieją wszystkiego z tego co mówią Ci Żydzi aszkenazyjscy niemieccy. A zatem nie ma mowy, żeby ktoś z tych Żydów włoskich zmyślił coś

Ponieważ Ci aszkenazyjscy Żydzi w swoich zeznaniach przytaczają słowa rytualnych zaklęć, bo dla nas to jest wszystko straszna czarna magia. Świadkowie cytują zaklęcia. Prof. Toaff rozpoznaje w tym zapisie, w tej łacińskiej transkrypcji sporządzonej ze słuchu przez protokolantów trydenckich, on rozpoznaje słowa hebrajskie, zniekształcone jednak przez żargon aszkenazyjski, przez co my znamy jako jidisz w naszej części świata. I tak dochodzi prof. Angel Toaff do wniosku który mu się jawi jako zupełnie niezbity, że zupełnym niepodobieństwem jest, żeby ktoś zmyślił sobie całą tę sprawę, żeby ktoś napisał scenariusz takiego procesu, po to żeby oczernić kogoś, oskarżyć jakichś nieszczęsnych ludzi, ponieważ ani świadkowie wszyscy nie rozumieją tego jakie słowa sami wypowiadali, nie są wstanie ich przytoczyć w czystym oryginale, ani też protokolanci trydenccy nie rozumieją tego jakie jest znaczenie jaki jest sens tych sformułowań, które ze słuchu próbują zapisać. To może wszystko skomplikowanie brzmi, ale dlatego mówię, że to jest jak powieść detektywistyczna, ta książka Ariela Toaffa.

Wniosek jaki Pan prof Toaff z tego wyciąga, jest bardzo prosty i straszny w swojej wymowie.

-Tak, owszem w średniowiecznej Europie, przynajmniej w Trydencie, ale prawdopodobniej jeszcze w innych miejscach, w Wielkiej Brytanii  i innych zakątkach Europy działać musiała, – on to nazywa sektą, – sekta aszkenazyjska,  która doprowadziła się do takiego stanu umysłowego i duchowego, żeby zabijać chrześcijańskie dzieci, celem wytoczenia z nich krwi, która po wysuszeniu służyła obrzędom paschalnym.

I to są konkluzje pracy badawczej prof. Toaffa.

Prof. Toaff tę książkę opublikował, wyszła po włosku i rozpętało się piekło.

Amerykańska Liga Przeciw Zniesławieniu i inne organizacje żydowskie w świecie doprowadziły do tego, że profesora Toaffa wyparł się jego własny ojciec, wówczas jeszcze na tym świcie, rabin rzymski. Następnie prof. Toaff złożył samokrytykę, poprosił swojego wydawcę o wycofanie tej książki z księgarń no i nie wiem gdzie dziś przebywa, czy w ogóle prowadzi jakaś pracę akademicką, warto by to sprawdzić.(…) Książka „Krwawe Pachy” została opublikowane w drugiej zmienionej wersji, w której pewne zdania zostały wyrugowane, inne zostały przeredagowane, ale jak sądzę wymowa faktów opisanych pozostaje niezmieniona.

Sprawa Polski

Przechodzę do spraw Polskich. W Polsce w ubiegłym sezonie szeroko rozreklamowana została książka artystki słowa, pisarki Olgi Tokarczuk, która jest jedną z gwiazd na firmamencie wytoczoną przez Gwiazdę Śmierci Warszawską. Ta książka „Księgi Jakubowe”, jest już chyba dawno przetłumaczona na szwedzki i  będzie niewątpliwe argumentem w procesie noblowskim Olgi Tokarczuk. Więc sprawa jest dużego kalibru. I ten kaliber być może jeszcze  się powiększy jak tego nobla jesienią ogłoszą.

Otóż to jest książka jest o wydarzeniach z wieku XVIII. Tytułowy Jakub to Jakub Frank, mesjasz żydowski, który swoich wyznawców doprowadził do, jak się później okazało, do nie całkiem ugruntowanej chyba w przekonaniach konwersji na katolicyzm w połowie XVIII w., ponieważ konwersja otwierała drogę do nobilitacji Jakub Frank wprowadził do Polskiego stanu politycznego, do stanu szlacheckiego najpierw setki, potem może tysiące żydów, to jest osobna historia, bardzo ciekawa, Olga Tokarczuk napisała swoje literackie dzieje Jakuba Franka  posiłkując się literaturą przedmiotu z tamtej epoki i książkami badaczy nam współczesnych częściowo jest to kompilacja, częściowo trawestacja w każdym razie możecie tam Państwo przeczytać, że to jest rzecz oparta na faktach. Wobec tego czytelnik staje wobec takiego szantażu emocjonalnego,gdyby ktoś chciał polemizować z tym co tam literacko jest  ubarwione, to to rzecz jest oparta na faktach.

Nie chcę z całą tą książką toczyć polemiki, bo mówię przecież o fundamentach cywilizacji i całą tę sprawę mordu rytualnego pokazuję jako ekstremalny przypadek, to do czego człowiek może się poprowadzić, gdy właśnie nie zna tych zasad cywilizacyjnych, którymi tutaj niegodni dziedzice staramy się kierować.

Skupmy się na jednej sprawie. Otóż w pierwszej części „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk postacią nieledwie demoniczną chociaż z lekko groteskową, czarnym charakterem jest biskup Kajetan Sołtyk. Biskup Kajetan Sołtyk, jeden z hierarchów polskiego kościoła w XVIII wieku (wtedy tych hierarchów nie było znowu tak wielu),  biskup Kajetan Sołtyk to jest ten biskup, co go moskale moskale wywieźli do Kaługi. Ambasador Repnin kazał go zapakować w II połowie sześćdziesiątych lat XVIII w., do kibitki, wywieźli go do Kaługi, bo utrudniał proces normalizacji, pacyfikacji Polski, który pod kierownictwem rosyjskiego ambasadora Repnina przebiegałby bez zakłóceń, gdyby nie tacy ludzie jak biskup Kajetan Sołtyk.

Biskup Kajetan Sołtyk był człowiekiem tak barwnym, że aż nie świętym, na pewno lubił i dobrze zjeść i wypić, i miał za co. Znam go jako postać historyczną, nie był na pewno ascetą w swoim życiu, ale jednocześnie znam wiele przypadków, że środki niezmierne jakimi dysponował jako biskup, że przeznaczał je systematycznie na różne cele dobroczynne. Zmarł BKS już pod koniec XVIII stulecia po tym jak go ubezwłasnowolniono na Sejmie warszawskim i odizolowano w pałacu Biskupów Krakowskich jako wariata. Ogłoszona biskupa Kajetana Sołtyka jako wariata. On już wrócił z tej Kaługi, z tego niedługiego zesłania. I tu z kolei stanął wobec konfliktu, który nabrzmiewał na Akademii Krakowskiej Uniwersytecie Jagielońskim, konfliktu między oświeconymi reformatorami pod wodzą Hugona Kołłątaja (z mojego punktu widzenia to tacy zpm-owcy, komuna, którzy reformę UJ zaczęła od wywalania teologów, dokładnie to co zrobili w latach 40-stych i 50-tych  komuniści z UJ)

Więc biskup Kajetan Sołtyk przeciwstawił się Kołłątajowi i wtedy Ignacy Potocki i inni oświeceni z Komisji Edukacji Narodowej  zaangażowali do sprawy samego sprawy samego króla Stanisława Augusta i zrobili z biskup Kajetana Sołtyka wariata, odizolowali go i skończyli w ten sposób jego udział w życiu publicznym.

Ale nie o tym pisze Olga Tokarczuk w swojej książce. Olga Tokarczuk pisze o epizodzie, które mam miejsce, za nim biskup Kajetan Sołtyk wda się jako polski patriota w nierówną walkę z ambasadorem Repninem, zanim zostanie zesłany, zanim Kołłątaj z kolegami zrobią z niego wariata.

Olga Tokarczuk pisze o procesie o Mord rytualny w Żytomierzu. 1753 roku. 1753 r. i oto w Żytomierzu znalezione zostaje takie dzieciątko, którego obrażenia, obrażenia, którego ślady znajdują się na ciałku odnalezionym, te obrażenia pod pewnymi względami są podobne do tego co opisano w aktach Szymona z Trydentu, procesu św. Szymona z Trydentu w 1475 r.

Biskup Kajetan Sołtyk, który jest biskupem pomocniczym tego miejsca patronuje temu procesowi, który w Żytomierzu zostaje przeprowadzony. Biskup Kajetan Sołtyk doprowadza do publikacji broszury, która ilustrowana jest nawet taką ryciną straszną przedstawiająca ciałko dziecka po kłute igiełkami, to cytat z literatury, no i Biskup Kajetan Sołtyk angażuje się w kampanię propagującą informację o tym zdarzeniu, o tym procesie. Żydzi ujęci i skazani jako sprawcy w tym procesie zostają straceni, część z nich zostaje umęczona, jak na dzisiejsze standardy jest to straszna rzeźnia, jak na ówczesne standardy jest to standard. To po prostu jest  wymierzanie sprawiedliwości w sprawach wołających o pomstę do nieba.

Konkluzja i Olga Tokarczuk

I otóż ja proszę Państwa nie twierdzę, bo nie wiem, bo nie czytałem akt procesu Żytomierskiego, bo nie wiem, czy one się w ogóle zachowały, a więc nie twierdzę, że w Żytomierzu z całą pewnością zdarzyło się w 1753r. zdarzyło się to samo co w Trydencie w 1475 r. Nie wiem tego.

Widzę pewne analogie zadziwiające, prawda, nie przypuszczam, aby sędziowie i protokolanci z Żytomierza mieli dostęp do akt z procesu Trydenckiego. Dla badacza rodzą impuls do badania.

Ale nie przesądzam, nie wiem co się tam zdarzyło. Nie wiem czy biskup Sołtyk nie padł sam ofiarą dezinformacji, czy istotnie nie wydarzyła się tam  jakaś głębsza intryga tzn. czy tych nieszczęsnych żydów ktoś nie posłał na śmierć, rozkręcając taką akcję w której może przypadkowy mord, któremu nadano pozór mordu rytualnego, może na nich zrzucono odpowiedzialność, a to może niewinni ludzie.  Ja tego nie wiem, ja tego nie przesądzam, ja mogę tylko  stwierdzić, że to co pisze Olga Tokarczuk o biskupie Kajetanie Sołtyku to są wierutne kłamstwa wyssane z jej brudnego od wertowania gazety wyborczej palca to są łajdackie potwarze, to są niegodziwe bo nie oparte na żadnym materiale badawczym insynuacje. Olga Tokarczuk insynuuje bowiem w swojej książce że biskup Kajetan Sołtyk posłał tych żytomierskich żydów na śmierć, nakręcił tę sprawę na śmierć z premedytacją, bo żadnego mordu rytualnego nie było, a dlaczego? Bo jako karciarz utracjusz narobił długu, zastawił u żydów pastorał, albo tam jakiś inne utensylia i chciał po prostu pomordować swoich wierzycieli.

Otóż ja te sprawę zbadałem na tej powierzchni, jaką jest literatura przedmiotu. Trudno jest dotrzeć do dokumentów, Żytomierz jest dzisiaj po za granicami naszego kraju, ale postarałem się przeczytać te książki i dorobek badaczy, na które powołuje się również Olga Tokarczuk i prześledziłem ten łańcuch insynuacji wobec biskupa Kajetana Sołtyka i stwierdziłam, że to nic innego jak tylko insynuacje.

W Warszawie ukonstytuowało się w ostatnich miesiącach stowarzyszenie imienia księdza biskupa Kajetana Sołtyka, to Stowarzyszenie o celach patriotycznych i społecznych i mam nadzieję,  że to Stowarzyszenie pomoże mi zanieść tę sprawę do sądu, mam nadzieję, że  wytoczymy wspólnie sprawę cywilną o ochronę dóbr osobistych biskupa Kajetana Sołtyka, bo chociaż on jest już na tamtym świecie, no to przecież jako biskup zmarł bezpotomnie, ja czuję się niegodnym synem Kościoła Katolickiego i chciałby w związku z tym wystąpić w obronie jego dóbr osobistych.

Sadzę, że to jest sprawa grubsza i większa, że ta książka Olgi Tokarczuk, ta plakieta pod obrazem dezinformująca zwiedzających Katedrę sandomierską, bo nieoparta na żadnych ustaleniach badawczych, oparta właśnie na przesądzie, oparta na insynuacji w swojej treści. To jest sprawa szersza, w której przed oskarżycielami samozwańczymi staje w ogóle nasz Kościół, staje w ogóle nasza historia, w ogóle zasady naszej cywilizacji stają przed sądem samozwańczym i kapturowym, który za nim cokolwiek zbada to już osądził. I sądzę, że na taką skalę, taki sposobami jak tylko możemy warto stawiać tamę takim insynuacjom, warto łajdackie potwarze nazywać po imieniu i warto nawet próbować dochodzenia sądowego prawdy w takiej sprawie.

 

 

 

 

 

 

Sprawdź także

Odbył się Kongres Programowy Ruchu Narodowego (Winnicki, Braun, Bosak, Janowski)

10 grudnia w Sali Kolumnowej Sejmu RP, pod hasłem: „Suwerenny Naród w XXI wieku”, odbył …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: