piens.pl / POLSKA / Czasy prasłowiańskie – zagadki przeszłości – cz.2 cyklu „Ukrywana chwalebna historia Polski”

Czasy prasłowiańskie – zagadki przeszłości – cz.2 cyklu „Ukrywana chwalebna historia Polski”

 

Czasy prasłowiańskie – zagadki przeszłości

W roku 966, słynnym roku Chrztu Polski, państwo polskie pojawia się w historii Europy dosłownie jakby znikąd. Jak na ówczesne standardy jest bardzo rozległe, wyjątkowo silne i dobrze zorganizowane. W zapisach niemieckiej Kroniki Thietmara[1] można wyczuć powiew zaniepokojenia, żeby nie mówić o lęku. Oto zawarty w kronice opis bitwy pod Cedynią.

Bitwa pod Cedynią, obraz olejny, fot: www.digart.pl
Bitwa pod Cedynią, obraz olejny, fot: www.digart.pl

„Tymczasem dostojny margrabia Hodo (margrabia saskiej Marchii Wschodniej, wspomagany zresztą przez innego margrabiego, Zygfryda von Walbeck), zebrawszy wojsko, napadł na Mieszka… W dzień św. Jana Chrzciciela (24 czerwca 972 roku) starli się (Hodo i Zygfryd) z Mieszkiem… w miejscowości zwanej Cidini Mieszko i brat jego Czcibor zadał im klęskę, kładąc trupem wszystkich najlepszych rycerzy, z wyjątkiem wspomnianych grafów…”

Władca Polski, zwany Niedźwiedziem I (współcześnie znamy go pod imieniem Mieszko I) miał do dyspozycji gotowe do walki na każde swoje skinienie trzy tysiące doskonałej ciężkozbrojnej jazdy i dziesięć tysięcy doborowej piechoty. W skład tej piechoty wchodziły oddziały łuczników, które bardzo się wyróżniły we wspomnianej bitwie pod Cedynią. Sama bitwa była majstersztykiem sztuki wojennej. Wojska polskie przeprowadziły atak na najeźdźców, następnie wykonały pozorowany odwrót zachęcając wroga do pościgu. Ścigające Polaków oddziały zostały wciągniete prosto w zastawioną pułapkę. W wyniku tego starcia Polacy ponieśli minimalne straty, a niemiecka wyprawa została całkowicie zniszczona. Straty niemieckie to około czterech tysięcy poległych, w tym jak pisze biskup Thietmar, wszyscy najlepsi rycerze.

Państwo Polan Wielkich dysponowało znaczącą potęgą militarną. Wspomniane 13. tysięcy wojowników nie stanowiło całej armii. Były to tylko siły uderzeniowe, odpowiednik obecnych sił szybkiego reagowania. W odwodzie znajdowały się jeszcze załogi grodów, które z natury rzeczy nie przemieszczały się, stanowiąc jednak znaczące źródło rezerw. W grodowych garnizonach dodatkowo prowadzono szkolenie rekrutów pochodzących z ochotniczego zaciągu. Siły uderzeniowe w większości stacjonowały bardzo blisko siedziby władcy co było  w średniowieczu powszechnym zwyczajem. Liczebność tych oddziałów daje dużo do myślenia i świadczy o doskonałym zorganizowaniu państwa Polan Wielkich. Poniżej kilka wniosków.

Po pierwsze – wielkość sił uderzeniowych pośrednio mówi o rozmiarach miejsc ich rozlokowania, a więc o rozmiarach grodów-twierdz w Poznaniu i w Gnieźnie. Wiemy także, że w pobliżu stolicy piastowskich władców były jeszcze dwa silne grody garnizonowe w Gieczu i we Włocławku.

Po drugie – warto zestawić te liczby z danymi liczbowymi ówczesnej Europy. Paryż w roku 845 to raptem kilkunastotysięczne miasto, bez trudu zdobyte i złupione przez wyprawę Wikingów pod wodzą Ragnara Lodbroka (dzieje Ragnara możemy obecnie śledzić w serialu Wikingowie).

Po trzecie – jest pewne, że Polacy z X wieku, i dużo wcześniej, jeżeli nawet nie posiadali pisma musieli operować systemem numerycznym. Musieli znać i sprawnie operować liczbami! Wymagało tego skuteczne zarządzanie wojskiem i państwem. Liczenia wymagało wszystko co było związane z zaopatrzeniem w broń i  wyżywieniem tak dużej armii. Liczenia wymagały gromadzone zapasy broni i amunicji. W garnizonach niezbędna dla dowódców była wiedza na temat ilości posiadanych włóczni, toporów, mieczy, strzał, kamieni do proc i machin. Konieczne było sprawne rozliczanie się z dostawcami. Wszystko to nie było by możliwe bez znajomości i skutecznego stosowania systemu numerycznego! Oprócz samego systemu ważny był również sposób zapisywania danych!

Po czwarte – jeżeli armia Polan była tak duża, doskonale zaopatrzona i zarządzana w X wieku to system numeryczny musiał zostać dopracowany znacznie wcześniej!

Po piąte – zarządzanie tak rozległym państwem nie mogło obywać się bez liczb i ich zapisu, a także zapisu podstawowego słownictwa!

Powyższe wnioski wydają się zdumiewające jednak logika i teoria systemów nie pozostawiają tu innych możliwości. Z chwilą Chrztu Polski przyjęliśmy oczywiście cyfry arabskie i pismo łacińskie. Pytaniem jest – co było wcześniej?

Pismo celtyckich ludów. Fot. around-ireland.com
Pismo celtyckich ludów. Fot. around-ireland.com

Tu pozwolę sobie przywołać osobiste wspomnienie mojej Prababci. Żyła ponad 90 lat i jako dziecko miałem okazję wiele razy obserwować, jak zapisywała liczby. Było to bardzo proste. Używała do tego sosnowe lub lipowe kijki długości około 40-50 cm i narzędzia zwanego kozikiem (kozik – składany nóż ogrodniczy w drewnianej oprawie). Jednostki zaznaczała kreskami prostymi, dziesiątki prawo-skośnymi, setki były lewo-skośne, a tysiące oznaczała jako X. „Karteczka może się zgubić” – mawiała Prababcia – i wszystkie zapasy na zimę miała „zapisane” w postaci takich „karbowych kijków”. Zresztą nadzorca w folwarku jeszcze w XIX wieku zwany był przez najemnych robotników rolnych „karbowym”. 1043 ziemniaki w piwnicy na zimę były zapisane jako: X////III. Czasami widziałem, że dla podkreślenia iż chodzi o jedną liczbę, wszystkie te symbole były łączone przez środek poziomą kreską.Taki system zapisu przypomina celtyckie cyfry z rzymskimi naleciałościami. Stawiam hipotezę, że bardzo podobnego systemu zapisu cyfr używali Polanie Wielcy.

W tym miejscu musimy poczynić uwagę niezmiernie istotną. Niejaki Karol Marks, mówiąc krótko przygłup, co to uważał, że bezbłędnie ocenił całą przeszłość, teraźniejszość i – równie bezbłędnie – przewidział całą przyszłość, pozostawił pewną koncepcję rozwoju ludzkości, którą wkładano nam do głowy w komunistycznych szkołach. Problem z marksizmem polega na tym, że wiele schematów myślenia „podsuniętych” przez Marksa (i kolejnych przygłupów Engelsa z Leninem) funkcjonuje do dziś jako rzekomo poparte faktami. Podstawowy mit marksizmu-leninizmu to stopniowy rozwój ludzkości, którego wiodącą siłą był rozwój narzędzi pracy. Zgodnie z tym założeniem najpierw była epoka kamienia łupanego, potem jakiegoś innego kamienia, potem brązu, potem epoka żelaza i tak dalej. Marksizm zakładał również, że początkowo cywilizacja kwitła w basenie Morza Śródziemnego, a na północy niestety jakoś nie. Ludzkość w toku rozwoju środków produkcji rozszerzała swój potencjał intelektualny dokonując coraz większych odkryć. Te wszystkie teorie miały niby dowodzić, że są jakieś prawa ewolucji, które rozwojem ludzkości sterują.

Tymczasem najnowsze odkrycia wyraźnie wykazują degradację ludzkości, która z bardzo wysokiego stopnia rozwoju powoli stacza się w przepaść intelektualnego niebytu. W historii odnotowano tu i ówdzie niewielki rozwój z tendencją do „zalegania” w marazmie i brak progresji całych cywilizacji przez tysiące lat. Zjawiska takie obserwowano w Indiach, Afryce, Chinach, Australii, obu Amerykach itd. Dla przykładu w starożytnym Egipcie najstarsze piramidy, te z około 8 tysięcy lat p.n.e., reprezentują sobą tak wysoki poziom techniczny, że nie ma innego sposobu racjonalnego wytłumaczenia zagadek ich budowy, niż przyjęcie hipotezy, że w tym celu wykorzystano zdobycze techniki cywilizacji przedpotopowej. Młodsze piramidy zbudowane są w sposób wyraźnie bardziej prosty i prezentują niższy poziom techniczny. Podobnie ciekawy jest kalendarz Majów z jego dokładnością możliwą do osiągnięcia tylko przy zastosowaniu takich mierników czasu jak zegar atomowy.

Dość przykre dla współczesnej nauki jest odkrycie, z którego powoli zaczyna sobie zdawać sprawę, że jesteśmy prawdopodobnie drugą wysoko rozwiniętą cywilizacją techniczną w historii planety o nazwie Ziemia. Pierwszą  doszczętnie zmiótł Potop.

W tej ogólnej degrengoladzie jest jeden wyjątek. Oto w chrześcijańskiej Europie następuje zagadkowy i nieporównywalny z innymi kontynentami niebywale szybki rozkwit cywilizacyjny obejmujący prawie wszystkie obszary życia poczynając od logiki, gramatyki i filozofii w średniowieczu po wspaniały rozwój nauk ścisłych, medycyny i techniki w wiekach późniejszych.

Marksistowski schemat myślenia implikuje też pewne daty „graniczne”. Oto przykład marksistowskiej chronologii.

Starożytny Egipt – epoka brązu od około 3000 roku p.n.e. do około 1600 roku p.n.e.

Następnie dzięki kontaktom z Hetytami[2] Egipcjanie przechodzą do epoki żelaza.

Hetyci. Fot. www.planeteplus.pl
Hetyci. Fot. www.planeteplus.pl

Hetyci to lud, który utworzył w dzisiejszej południowej i środkowej Turcji potężne mocarstwo około 1600 roku p.n.e. Hetyci swoją potęgę zawdzięczali niezwykłemu postępowi metalurgii i produkcji broni z żelaza.

W Europie epoka żelaza zaczęła się około 1000 roku p.n.e.

W Polsce zaś piece dymarkowe pojawiły się w IV wieku p.n.e.

Ludy morza. Fot. rp.pl
Ludy morza. Fot. rp.pl

Okazuje się jednak, że im więcej wiemy o historii tym mniej wszystko pasuje do marksistowskich schematów. Oto około 1200 roku p.n.e. we wschodnim basenie Morza Śródziemnego zaczynają się najazdy Ludów Morza[3]. Ten ostatni termin wymyślił archeolog Gaston Maspero na oznaczenie luźnej federacji plemion, które wkroczyły na scenę historii w XIII wieku p.n.e. Problem z Ludami Morza polega na tym, że nie mamy bladego pojęcia, skąd się one właściwie wzięły. Jest jeden wyjątek- plemiona Dorów[4]. Dorowie ruszyli się znad Dunaju i najechali Grecję doszczętnie niszcząc cywilizację mykeńską. Ich najazd rozpoczął tzw. ciemne wieki[5] cywilizacyjnego zastoju w historii antycznej Grecji. Wieków tych było pięć. Jednak główna fala Ludów Morza musiała ruszyć gdzieś znad północnych brzegów Morza Czarnego. Najeźdźcy nadciągali jednocześnie bardzo liczną flotą i potężnym taborem poruszającym się wzdłuż brzegu. Napastnicy lokalne supermocarstwo Hetytów, przypomnijmy wg marksistów pierwszych wytwórców żelaznej broni, dosłownie zmietli z powierzchni ziemi. Najazd zniszczyłby również Egipt gdyby nie dwa świetne zwycięstwa wojsk faraona Ramzesa III[6], dodajmy największe w całej historii Egiptu. Jedno nad ich flotą w delcie Nilu, drugie nad armią lądową w dzisiejszym Libanie. Po Ludach Morza, a właściwie ich niedobitkach Filistynach osiadłych wzdłuż wybrzeża dzisiejszego Izraela pozostała obecnie tylko nazwa tej ziemi- Palestyna.

Najazd Ludów Morza stoi w całkowitej sprzeczności z marksistowska chronologią. Problem nie wyjaśniony przez marksistów, polega na tym, że Ludy Morza przybywające z terenów Europy północnej dysponowały bronią ze stali nic nie ustępującą broni Hetytów czy Egipcjan, chociaż, patrz powyżej, marksistowska epoka żelaza w Europie jeszcze się nie zaczęła.

Dymiarki świętokrzyskie. Fot. goryswietokrzyskie.com
Dymiarki świętokrzyskie. Fot. goryswietokrzyskie.com

Warto w tym miejscu wspomnieć, że największy w starożytności okręg produkcji żelaza poza ziemiami podbitymi przez Rzym odkryto w … Polsce, w Górach Świętokrzyskich[7]. Odkrycie starożytnych pieców dymarkowych do wyrobu żelaza z tlenkowych rud bagiennych poprzez redukcję węglem drzewnym to jedna z największych sensacji w historii archeologii. Żelazo otrzymywano w postaci gąbczastej, zawierającej żużel, który usuwano z wytworzonej łupki poprzez wielokrotne prażenie i przekuwanie. Odkrycie pochodzi z 1955 roku i wiąże się z nazwiskiem profesora Kazimierza Bielenina ówczesnego kustosza Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Zastanowiło go, skąd w Górach Świętokrzyskich takie wielkie ilości żużlu? Okazało się, że była to pozostałość po piecach dymarkowych, których wkopana w ziemię i wyłożona gliną część napełniała się odpadowym żużlem. W pełni rozwinięty okręg produkcyjny, gdzie wytapiano żelazo w tysiącach dymarek, istniał na pewno już w II wieku p.n.e., natomiast w V wieku n.e. pracował pełną parą.

Kwestią otwartą pozostaje pytanie co w tym rejonie działo się wcześniej? Biorąc pod uwagę odkrycia archeologiczne być może wkrótce będziemy musieli zrewidować nasze poglądy i uznać, że na ziemiach polskich produkowano żelazo nawet 1000 lat p.n.e. Być może trzeba będzie uznać, że metalurgia rozwijała się w Europie niekoniecznie z zachodu na wschód, tylko odwrotnie, ze wschodu na zachód. W każdym razie, na podstawie obecnych danych, naprawdę nie wiadomo, czy sztuki wytapiania żelaza Słowianie nauczyli się od Celtów, czy Celtowie od Słowian.

Warsztat kowalski, taki jak go znamy obecnie i całe jego wyposażenie , to wynalazek celtycki z około V wieku p.n.e. Celtowie mieli nie tylko bardzo ciekawą kulturę, min. dysponowali prostym pismem, ale byli też znakomitymi rzemieślnikami. Przyjmuje się, że Celtowie sztukę wytapiania żelaza mieli opanowaną już w IX wieku p.n.e. W celtyckim sposobie pisania wyraz zaznaczało się poziomą kreską. Od góry nanoszono na nią w kolejności zgłosek spółgłoski, od dołu samogłoski. Każda głoska miała jakiś prosty znak graficzny. Do zapisu prostych słów i liczb takie pismo wystarczało aż nadto. Tereny Polski były pod silnymi wpływami Celtów przez ponad pięć stuleci. Czy polski „karbowy” sposób zapisu liczb był naszą prasłowiańską adaptacją celtyckiego wynalazku?

Drewno do zapisu, okręg produkcji żelaza, wspaniałe grody

Fakt istnienia na ziemiach polskich, w Górach Świętokrzyskich, wielkiego okręgu produkcji żelaza, czyli towaru, na który było ogromne zapotrzebowanie, rodzi pewne konsekwencje.

Otóż musiał istnieć i organizm polityczny, który osłaniał pracę tysięcy robotników i umożliwiał zyskowną produkcję i handel. Po prostu, musiała istnieć jakaś forma organizacji takich rzesz ludzkich, a jedyną możliwą była organizacja typu państwowego. Poza tym taki okręg nie wziął się, ot tak, po prostu, z niczego. Należało rozpoznać złoża surowców, osiedlić i przeszkolić ludzi, a to wszystko wymagało czasu i poważnych inwestycji. Nie można w tym przypadku mówić o samoorganizujących się rzemieślnikach, przemysł tak nie działa.

Niestety na naszych ziemiach budowano z drzewa, a  liczby i słowa prawdopodobnie zapisywano na drewnianych nośnikach informacji. Starożytne ludy z kręgu kultury mezopotamskiej miały więcej szczęścia. Oni nie mieli aż tylu drzew, natomiast dysponowali nadmiarem gliny. Opracowali więc metodę zapisywania danych rylcem na wilgotnych glinianych tabliczkach. Egipcjanie wynaleźli papirus i zapis atramentowy. Tym sposobem zostawili swoim potomnym znacznie więcej wiadomości na temat swoich dziejów niż my mamy po naszych przodkach. My mamy wykopaliska, które odsłaniają takie niespodzianki jak największy w Europie okręg produkcji żelaza, grody będące majstersztykiem sztuki budowlanej czy pozostałości po niesłychanie wysoko stojącym rzemiośle. Na podstawie tych wykopalisk mamy bardzo ogólną możliwość rekonstruowania faktów. Wiemy bardzo niewiele natomiast dookoła nas pojawiają się same zagadki.

Lugiowie. Fot. lugiowie.prv.pl
Lugiowie. Fot. lugiowie.prv.pl

Wiemy, że po okresie wpływów celtyckich ziemie polskie dostały się pod wpływ plemion germańskich. Germanie przestraszeni presją Rzymu, zaczęli przesuwać się ze swoich siedzib na wschód (II czy III wiek n.e.). Rzymianie wchodząc w kontakt z Germanami wyrobili sobie o nich zdanie. Historyk rzymski Tacyt napisał charakterystykę Germanów w swoim dziele De origine et situ Germanorum[8]. Rzymski cezar Marek Aureliusz widział dla Imperium Rzymskiego Germanach śmiertelne niebezpieczeństwo i gromił plemiona germańskie uparcie i wytrwale tak, że ze strachu zaczęły się przemieszczać na wschód. Napór plemion germańskich od zachodu wywołał najprawdopodobniej przesunięcie się pierwotnych, znanych Rzymianom pod nazwali Lugiów[9] i Wenedów[10], mieszkańców naszych ziem bardziej na wschód, w okolicę Dniepru. W stronę ziem zamieszkałych przez pokrewne językowo ludy, gdzie można było się spodziewać życzliwego przyjęcia. Gdy Germanie wiek do półtora wieku później po osłabnięciu Imperium Rzymskiego odeszli na zachód Słowianie wrócili na swoje pierwotnie etniczne tereny. Wracali jednak nieco okrężną drogą i dwuetapowo. Najpierw zasiedlili południowe tereny centralnej Europy z Niziną Węgierską na czele, aż po granice późniejszej Jugosławii i Grecji. Dopiero z tych siedzib, w drugiem etapie, w V i VI wieku ruszyła rekolonizacja opustoszałych terytoriów na północ od Sudetów i Karpat.

Wenedzi. Fot. studiopozytyw.pl
Wenedzi. Fot. studiopozytyw.pl

Wróćmy jednak na chwilę do Lugiów i Wenedów i zapoznamy się z ostatnią ciekawostką. Tacyt twierdzi, że na dzisiejszych ziemiach polskich znajdowały się dwa państwa plemienne Lugiów na południu i Wenedów na północy, nad „Morzem Wenedzkim” (Bałtyckim). Lugiowie nie wdawali się w wojny, ale rozwinęli produkcję żelaza i na wielką skalę handlowali bronią. Ich stolicą było duże miasto zwane Lugidunum (Legnica?). Od Lugiów powstał sienkiewiczowski lud Ligów. Przetrzymywana w Rzymie piękna zakładniczka Ligia była córką ich króla, a jej niestrudzonym obrońcą był ligijski olbrzym Ursus.

Autor

Redakcja PIENS

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Cały cykl: „Ukrywana chwalebna historia Polski”

Sprawdź także

Po 89 r. nazwano latami wolności, czy jednak tak było?

Jak zwyczajny Polak czuje, co się stało z Polską po tzw. „upadku  komunizmu”, co się stało politycznie i …

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: